W trakcie wczorajszego pogrzebu „Króla Popu” padło wiele pochwalnych słów na jego temat. - Niezależnie od tego, jak bardzo my potrzebujemy Michaela, Bóg musiał potrzebować go o wiele bardziej – stwierdził Stevie Wonder nad trumną Jacksona, zrobioną ze szczerego złota. Według telewizji CNN, uroczystość mogło oglądać nawet miliard ludzi.

Niemiecka publicystka Elisabeth Hurth nie pozostawia jednak wątpliwości, iż twórca takich hitów jak „Bad” czy „Black Or White” to zastępczy autorytet zlaicyzowanego świata dla świętych. - „Jacko żyje” - wierzy wielu fanów gwiazdy, których „cześć” wzmacniana jest przez liczne dewocjonalia – pisze w komentarzu dla agencji informacyjnej Kath.net.

- Idole dostarczają wzorców identyfikacyjnych, wypełniają religijną tęsknotę i przejmują wszystko, co „świadczyli” niegdyś święci i ówczesne wzory – twierdzi Hurth. Jednocześnie zmieniają się wymagania wobec współczesnego „świętego”. - Jacko wydaje się być warty czci, gdyż zastępuje teoretycznie nieosiągalną „perfekcję” tradycyjnych wzorców, przez życie, które było jednocześnie autentyczne i ekscentryczne. Ekstrawagancka gwiazda w zastępstwie za swoich fanów przeżywa ich ciemne strony – dodaje autorka.

Fani oczekują od gwiazd wręcz zbawienia, jednak to, z oczywistych względów, nie może nadejść. - Cześć, która jest zależna od zdobytej sławy i chwały ostatecznie czyni bożka z medialnego konstruktu i wykrzywia to, co w rzeczywistości oparte jest na miłosierdziu – konkluduje Elizabeth Hurth.

Michael Jackson nie był osobą, która kojarzyłaby się z życiem świętego. Do końca obnosił się wizerunkiem "wiecznego dziecka" w ciele dorosłego mężczyzny. Był ponadto oskarżony o pedofilię.

Elisabeth Hurth jest ekspertem od relacji między mediami a sferą sacrum. Jest autorką takich książek jak "Człowiek Boga. Obraz księdza w literaturze i mediach" oraz "Wszyscy martwi na swoje miejsca! Medialna inscenizacja śmierci".

 

sks/Dz/Kath.net

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »