Cooper (jego pierwsze nazwisko to Vince Furnier) uważany jest za ojca gatunku shock rock i horror rock. Muzyka i jego styl wykonań oraz teledysków oburzały.
Jak podkreslal, zawsze wierzył w Boga, ale nie był oddany swojej wierze. Zmieniło się to dopiero, gdy alkoholizm zagroził jego małżeństwu. Pewnego dnia wraz z żoną poszedł do kościoła i usłyszał o ogniu piekielnym.
Wtedy Alice miał zostać chrześcijaninem, choć "początkowo bardziej ze strachu przed Bogiem niż z miłości do Niego" - czytamy na Chnnews.pl.
- Nie chciałem pójść do piekła - wspomina wokalista.
Jak wyznaje, teraz chodzi na spotkania poświęcone studiowaniu Biblii i modli się.
Podkreśla, że nie chce stać się "chrześcijańskim celebrytą".
- Naprawdę łatwo jest skupić się na Cooperze zamiast na Chrystusie - przestrzega.
Mówi, ze rozmawiał o wierze z niektórymi znajomymi z branży muzycznej.
- Bylibyście zdziwieni. Ci, o których byśmy myśleli, że są najbardziej oddaleni, tak naprawdę najchętniej słuchają - opowiada.
Takze jego niedawne nagrania wskazują na zmianę, jaka zaszła w sercu muzyka. Uważa, że musi ostrzegać ludzi przed szatanem. Mówi: "uważajcie! Szatan to nie mit. Nie zachowujcie się tak, jakby on był żartem".
Choć nadal koncertuje w teatralnym, horrorowym stylu, zrezygnował z niektórych piosenek ze starego repertuaru. Nie wykonuje juz utworów propagujących rozwiązły seks czy picie alkoholu.
- Jestem bardzo ostrożny, jeśli chodzi o to, o czym są teksty. Zacząłem pisać piosenki, które są równie dobre, ale mają lepsze przesłanie - podkreśla Cooper.
- Kiedyś byłem jednym, a teraz jestem kimś zupełnie nowym. Jestem nowym stworzeniem - mówi swoim krytykom.
Ra/Chnnews.pl
