Będzie pan na obchodach 31 sierpnia w Gdańsku, w rocznicę zakończenia strajku?
- Dla mnie powodem do upamiętnienia byłby początek strajku, a nie jego bardzo wątpliwe zakończenie.
To ten strajk nie zakończył się zwycięstwem?
- Nie było zwycięstwa. Nie jest zwycięstwem podpisanie umowy, która była ze strony strajkujących mocno ograniczona i poza tym była umową, której nie potrafiliśmy wykorzystać. Mieliśmy 16 miesięcy swobody i przez ten okres nie potrafiliśmy przygotować się do stanu wojennego. Dla władzy drugą warstwą porozumienia było uderzenie zbrojne. Załogi w zakładach pracy wobec ataku były bezradne. To było z naszej strony porozumienie za cenę dużych ustępstw ideowych. Zgodziliśmy się aby agentura umieszczona w Solidarności wystrychnęła nas na dudka.
Ostatnie odpiłowanie napisu „im. Lenina” z bramy Stoczni Gdańskiej to była obrona honoru „Solidarności”?
- Myślę, że chyba tak. Tą bramę, zniszczono w stanie wojennym. Pokazywanie jej dziś wycieczkom jako bramy stoczniowej to oszustwo. Miasto budując tą bramę, pokryło Wajdzie z naszej kieszeni część pieniędzy na jego film o Wałęsie.
Jak pana nie będzie na obchodach w Gdańsku to gdzie pan będzie w tym czasie?
- Zwiedzamy centralno-wschodnią Polskę. Zachwycałem się francuskimi miastami, że zachowały się tam miasta otoczone średniowiecznym murem. A tu natrafimy na Szydłowiec – całe miasteczko otoczone takim murem. Tu są niesamowite zabytki, osady, kopalnie krzemienia... a w Sandomierzu wypstrykałem już dwie rolki filmu.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski

