Był pan na Marszu Niepodległości?
Nie, nie byłem w Warszawie, ale z tego co widziałem to bardzo możliwe, że nastąpiła tam prowokacja. Wciąż nie mogę nabrać pełnego zaufania do policji, żeby ją wykluczyć. Pokazano później w mediach niewyraźne twarze głównych chuliganów. Ciekawe, że dla mnie oni nie wyglądają na rozrabiaków, a bardziej na inteligentów. Może to byli podpuszczacze?
Uczestnicy Marszu mimo zamieszek nie rozeszli się do domów.
Tysiące tych, którzy przyszli na Marsz wyrazili swoją dezaprobatę dla tych działań, przeczekali zamieszki. Nie zrezygnowali z udziału w Marszu. Uważam, że po 22 latach odurzenia ludzie wracają do własnego rozumu. Nie dają się też zastraszyć.
Na koniec Marszu jego organizatorzy zaapelowali o powstanie nowej narodowej formacji politycznej.
Jak jest na nią miejsce na scenie politycznej to powinna powstać.
Po tych deklaracjach widać niepokój w szeregach PiS. Tym bardziej, że narodowcy na Agrykoli zupełnie nie nawiązywali w swoich przemówieniach do katastrofy smoleńskiej czy powołania międzynarodowej komisji do jej wyjaśnienia. Kładli akcenty na zupełnie inne sprawy i widać było dużą akceptację szczególnie ze strony młodzieży.
W dniu 10 każdego miesiąca dajemy świadectwo, że nie zgadzamy się na morderstwa polityczne, ani na oszukiwanie społeczeństwa. To jest sprawa absolutnie narodowa. Nie można być podległym Rosji i to nie jest tylko sprawa PiS. Nie można po prostu wyrażać zgody na zbrojne rozwiązywanie polskich problemów przez Rosjan. Nie można tego odpuścić.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski
