- Ta akcja protestu miała na celu nagłośnienie arogancję władzy i idiotyzmów, które robi pan prezydent Adamowicz. Nie robili tego członkowie stoczniowej „Solidarności”. Władza ma przecież służyć społeczeństwu, a nie podejmować symbolicznej wagi decyzje, bez żadnych konstultacji z mieszkańcami, środowiskami, „Solidarnością” czy stowarzyszeniem jak „Godność:, czy „Ofiar Grudnia'70”. Przed tą bramą, na placu zginęli przecież robotnicy, stoczniowcy i nikt do dziś nie osądził sprawców.
Teraz jest śmiech na całą Europę, bo Leniny z Europy już poznikały, a do Gdańska wrócił. To jest jakaś propagandowa szopka. Przez tą bramę wchodzi codziennie 2 tys. pracowników. Taka replika może być na terenie muzeum, ale nie reprezentować dziś stoczni.
Wybudowano stadion, ale kosztem podniesienia 100 proc. czynszu 80 tys. mieszkańcom komunalnych mieszkań. Nie wiem jak oni będą to spłacać bo już dziś płaczą, że mają problemy. Mówi się, że będą opuszczać mieszkania jak ich nie będzie stać na utrzymanie mieszkań.
Człowiek, który ma promować „Solidarność” w świecie, szef Europejskiego Centrum Solidaności zrzekł się polskiego obywatelstwa. Lenin na bramie to taka kropka nad „i”. Pytanie co się stało z poprzednią bramą, która dla nas jest historyczna. Strajkowano przy niej, to obok niej przechodził Ojciec Święty, gdy modlił się pod pomnikiem.
Wczoraj powstał zalążek społecznego komitetu organizacyjnego, ponad politycznymi podziałami, który będzie chciał odwołać prezydenta Adamowicza. Ruszymy z tym po Euro 2012. Nasze miasto jest dziś bardzo źle zarządzane. To nie może tak dłużej trwać. Marnuje się publiczne pieniądze. Gdańsk stracił swoją pozycję. Dlaczego nie możemy być zarządzani przez takich ludzi jak prezydenci Gdyni czy Wrocławia. Oni nie są partyjni i to procentuje. Partyjność w samorządach się nie sprawdziła – mówi rozgoryczony Guzikiewicz.
Not. Jarosław Wróblewski

