Prezentujemy końcowy fragment komentarza Piotra Gursztyna:
"Słyszymy też, że ze Szwedami, albo Turkami również były wojny. Tyle, że po ofiarach tamtych wojen nikt już nie płacze. A po ofiarach Sowietów, z czerwonymi gwiazdami na czapkach, ciągle jednak tak. Żyją jeszcze ludzie, dla których "ta tradycja" to nie abstrakcja, ale pamięć o bólu i strachu.
To nie my mamy problem z symboliką, do której tak bardzo przywiązana jest część rosyjskich kibiców. Czy tylko w Warszawie budzi to emocje? A w Budapeszcie? Pradze, Wilnie, Rydze, Tallinnie, Lwowie, Tbilisi, Kabulu?
To Rosja, nie tylko ta futbolowa, ma pracę do odrobienia. Dopóki będzie uważała się wyłącznie za ofiarę wielkich zbrodni, dopóki będzie odrzucała jakąkolwiek odpowiedzialność, dopóty będzie problem.
Niech nikt nie zabrania rosyjskim kibicom przemarszów pod ich narodowymi barwami. Tymi trójkolorowymi, bez sierpa i młota. Ale niech też nikt nie dziwi się oburzeniu na występy pod zbrodniczymi symbolami." - pisze Gursztyn.
Całość: rp.pl
JW/Rp.pl

