Najzabawniejszy jest tekst w tygodniku „Wprost”. Jego autorka Aleksandra Krzyżaniak (nomen omen) -Gumowska przekonuje, że „polska prowincja nie czekała, aż papież oficjalnie pozwoli na używanie prezerwatyw”. A nie czekała, bo i tak je używa, choć z lekkim poczuciem zażenowania. W sumie to nawet dobrze, że nie czekała, bo gdyby czekała, to by się nie doczekała, czego jednak pani Krzyżaniak-Gumowska nie jest w stanie dostrzec, zaaferowana doniesieniami medialnymi, że papież już na gumki się godzi.
Mniej już jednak śmieszne są informacje o tym, że w parafii, do której dziennikarka pojechała, nikt nie usłyszałby kazania o antykoncepcji. Dlaczego? „… bo w Łętoszycach są ojcowie paulini i o głupotach nie gadają” – oznajmia dziennikarka. I szczerze mówiąc mam nadzieję, że to ona gada głupoty, bo jeśli ma rację, to oznacza, że łętoszyccy ojcowie paulini nie troszczą się o życie wieczne powierzonych sobie wiernych. A jeśli tak jest, to szczerze mówiąc nieszczególnie troszczą się także o swoje życie wieczne, a także o wierność swojemu powołaniu.
Reszta tego tekstu jest przewidywalna do bólu. Autorka rozmawia z ludźmi z barów, stacji benzynowych i dowiaduje się, że oni oczywiście gumki stosują, ale kupują je jedynie chłopcy.
Nieco bardziej zaskakujący (przynajmniej na początku) jest natomiast tekst Tadeusza Bartosia, który w „Newsweeku” rozprawia się z wypowiedziami Ojca Świętego. I zaczyna – to trzeba mu oddać – prawdziwie, przypominając, że nie ma rewolucji w nauczaniu papieskim. Dalej też jest dość prawdziwie. Bartoś przypomina, jakie są źródła katolickiego stanowiska w sprawie seksualności. I robi to w miarę prawdziwie. Ale na koniec nie może sobie odpuścić i oznajmia, że „niewątpliwie nauczanie Kościoła w sprawie ludzkiej seksualności może przerażać współczesnego człowieka, nawykłego do autonomii w rzeczach tak intymnych, jak własne życie płciowe”. Cóż, jestem jak najbardziej człowiekiem współczesnym (przypuszczam, że nie mniej niż Bartoś) i mnie ono nie przeraża. A nawet powiem więcej - napełnia mnie (choć niekiedy nie jest łatwe) spokojem i poczuciem bezpieczeństwa. Najwyraźniej jednak ja uznaję, że współczesny człowiek nie musi się puszczać, co nie przychodzi do głowy byłemu dominikaninowi.
A później jest już jak zwykle. Dowiadujemy się, że zachowywanie tradycyjnej, chrześcijańskiej moralności prowadzi do nerwic, „obrzydzania erotyzmu, uznania go za upadek i zwierzęcość”, a nawet do dehumanizacji i mechanizacji aktu seksualnego. I znów mam wrażenie, że Bartosiowi pomylili się winni. To nie chrześcijanie wymyślili pornografię czy prostytucję i nie oni promują seks, który ma przypominać parzenie się królików. Oni, jak to sam zauważył, traktują seks jak coś świętego. A trudno oddawać się czynom świętym w sposób nieludzki i mechaniczny.
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

