Zarzuty dotyczą wydarzeń z 18 września, kiedy na Powązkach doszło do ekshumacji jednej z ofiar katastrofy smoleńskiej. Grzegorz B. miał uderzyć jednego z funkcjonariuszy policji. Reżyser wdarł się również na cmentarz i nie chciał go opuścić. Jak powiedział portalowi tvp.info rzecznik prokuratury okręgowej w Warszawie Dariusz Ślepokura, reżyserowi nie ogłoszono jednak jeszcze tych zarzutów, bowiem nie jest znane jego miejsce pobytu. Nie przebywa w miejscu stałego zameldowania, ani pod podanym przez niego adresem.

 

Jak informuje tvp.info, prokuratura poprosiła policję z Wrocławia, gdzie reżyser jest zameldowany, o pomoc w ustaleniu miejsca jego pobytu.

 

Podczas ekshumacji 18 września (prawdopodobnie wiceprzewodniczącej fundacji Golgota Wschodu Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej, związanej z omyłkową zamianą zwłok Anny Walentynowicz - red.) przed cmentarzem pojawiło się kilkadziesiąt osób, m.in. z transparentami "Smoleńsk - nie pozwolimy zakłamać prawdy". Byli też posłowie PiS Antoni Macierewicz i Anna Fotyga oraz Ewa Stankiewicz i właśnie Grzegorz B. Według relacji ta ostatnia dwójka wdarła się na zamknięty teren nekropolii, a Grzegorz B. miał wtedy, według funkcjonariuszy, uderzyć jednego z policjantów. Został wówczas zatrzymany i przesłuchany przez policję w charakterze świadka, ale odmówił składania zeznań. Za wywieranie wpływu na funkcjonariuszy państwowych grozi mu do trzech lat więzienia.

 

AM/tvp.info/Onet.pl