Rozkładówka „Wprost” bije dzisiaj wszystkich. Tomasz Lis przedstawia w niej Nergala w stroju papieskim i z satanistycznym gestem na palcach. Skandaliczna fotka ilustruje tekst pod tytułem „Szatan prawie udomowiony”. Katarzyna Wiśniewska – „chrześcijanka” z „Gazety Wyborczej” - zapewnia zaś, że jej wcale darcie Biblii nie przeszkadza. A do tego Nergal to świetny produkt eksportowy. „Za granicą zespół Nergala odnosi gigantyczne sukcesy. Może warto być dumnym z czegoś innego niż z rodzimego katolicyzmu i patriotyzmu?” - oznajmia Wiśniewska.
I gdyby pisał to Pacewicz, to bym się nawet specjalnie nie zdziwił. Jeśli szatana nie ma, jeśli jest on tylko fikcją, to można być dumnym z tego, że ktoś sprawnie wykorzystuje mity do robienia kasy. Ale jeśli jestem katolikiem, chrześcijaninem, to wiem, że on istnieje, że walczy o każdą duszę, i próbuje doprowadzić ją do potępienia. Gry i zabawy z szatanem nie są zatem towarem eksportowym, ale realnym zagrożeniem dla życia wiecznego wielu ludzi. I ktoś, kto określa siebie chrześcijanką, powinien o tym wiedzieć.
Tej prostej konstatacji nie zmienia przy tym świadomość, że prawdopodobnie Nergal jest zwykłym pozerem (albo tak mu się wydaje). Szatan bowiem działa przez pewne znaki i symbole i jest propagowany niezależnie od tego, czy Nergal to uznaje, czy nie. I sam Nergal, podobnie jak Lis i Wiśniewska – kiedyś będą rozliczani z tego, jak promowali ojca kłamstwa.

