Nowa koalicja rządząca w Niemczech rodziła nadzieje na rozprawienie się z jednym z najniebezpieczniejszych dla Europy projektów Angeli Merkel – gazociągiem Nord Stream 2. Każdego kolejnego dnia rządów Scholza nadzieje te gasną. Petar Petrović podkreśla na łamach portalu tvp.info, że przeciwnicy niemiecko-rosyjskiego gazociągu nie podejmują w Niemczech decyzji, „nawet wtedy, gdy piastują tak wysoką funkcję, jak, zdawałoby się, szefowa Zielonych”.

Kiedy Zachód grozi Rosji sankcjami, Kreml odpowiada groźbą „zimnych kaloryferów”. Szantaż energetyczny Putina przynosi kolejne rezultaty. W połączeniu z groźbą ataku na Ukrainę spowodował odejście Stanów Zjednoczonych od sankcji wobec gazociągu Nord Stream 2.

Wielu szansę na zablokowanie inwestycji widziało w nowym niemieckim rządzie, w którym znalazły się krytyczne wobec niej ugrupowania Zielonych i liberałów z FDP. Ich krytyczne stanowisko zdaje się jednak nie mieć znaczenie w zderzeniu ze stanowiskiem Olafa Scholza.  Petrović przypomina, że pytany o zatrzymanie NS2 w przypadku rosyjskiej agresji na Ukrainę Scholz ograniczył się do stwierdzenia, że tego typu agresja „miałaby bardzo różne konsekwencje”.

- „Czy na bazie tego Ukraina może czuć się bezpiecznie? Absolutnie nie. Czy może w kwestii wsparcia w konflikcie z Moskwą liczyć na Berlin? Odpowiedź jest taka sama. Dowodem na to jest zarówno NS2, jak i brak nacisków Niemiec na Rosję w kwestii Donbasu czy Krymu, a także ostatnie informacje, że gabinet Angeli Merkel utrudniał dostarczanie Ukrainie broni defensywnej przez państwa NATO’

- zauważa autor.

Nowy niemiecki kanclerz, dodaje publicysta, unika tematu Nord Stream 2. Temat okazał się być zbyt mało ważnym, aby poruszono go przy okazji prezentacji nowej umowy koalicyjnej. Inne stanowisko zajmuje minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock, która apelowała o zatrzymanie inwestycji już w czasie poprzednich rządów. Spotykając się z szefem polskiego MSZ prof. Zbigniewem Rauem przyznała, że gazociąg budzi obawy i krytykowała jego powstanie. Ostatnio stwierdziła jednak, że gazociąg musi przejść przez proces certyfikacji w Niemczech. To oznacza powstanie spółki niemieckiej, która będzie zarządzać gazociągiem i w konsekwencji uniemożliwienie objęcia operatora sankcjami USA, ponieważ te nie mogą objąć podmiotów kontrolowanych przez rządy sojusznicze.

- „To pokazuje, że chociaż po stronie niemieckiej są osoby trzeźwo patrzące na ten projekt i na działania Moskwy, to jednak nie one podejmują kluczowe decyzje. Nawet wtedy, gdy piastują tak wysoką funkcję, jak, zdawałoby się, szefowa Zielonych”

- podkreśla Petar Petrović.

kak/tvp.info.pl