Nakręcona 4 lata temu czerstwa komedia romantyczna duetu Tomasz Konecki-Andrzej Saramonowicz, twórców równie miałkich, ale niezwykle popularnych, filmów jak "Testosteron" czy "Lejdis" to kolejne dziełko dla zakochanych parek, próbujących zabić uciekający czas w kinie, którego nie jest w stanie uratować nawet pojawiające się - raz po raz - zgrabne ciało Magdaleny Boczarskiej (znanej szerszej publiczności jako odtwórczyni głównej roli w filmie "Różyczka").
I pewnie nie byłoby sensu rozpisywać sie nad jednym z wielu filmów, zwłaszcza 4 lata po jego premierze, gdyby nie fakt, że pojawia się w nim nizwykle intrygująca postać prof. Ryszardy Katzówny, którą zagrał znany krakowski aktor Krzysztof Globisz. Tyle tylko, że profesor, to nie żadna Katzówna, a nawet żadna kobieta, tylko zwykły facet, który wybrał bycie kobietą, przy okazji zostając przy swojej pierwotnej orientacji seksualnej. A może już nie? W końcu jako kobieta był lesbijką...
"Bycie kobietą wychodzi Profesor Katzównie tak dobrze, że kiedy go poznajemy zostaje w błysku fleszy ogłoszony… Polką Roku" - czytamy na portalu fdb.pl. – Klucz do zrozumienia nietuzinkowej drogi życiowej, którą podąża bohater, a właściwe bohaterka, grana przez Krzysztofa Globisza, znajduje się w jej nieco pogmatwanej przeszłość, którą poznajemy w finale filmu – wyjaśnia Tomasz Konecki, reżyser filmu, cytowany na Internetowej Bazie Filmowej.
Tyle, że z wypowiedzi samych twórców nie wynika, że Globisz miał wcielić się w rolę kobiety. – Ta rola, wbrew pozorom, stanowiła spore wyzwanie aktorskie. Moją ambicją nie było grać kobiety, tylko myśleć jak kobieta. Aby uwiarygodnić tę postać musieliśmy nadać jej nieco kobiecego charakteru. Z tym wiązało się spore ryzyko. Na planie musieliśmy bardzo uważać żeby w procesie rozmiękczania mężczyzny nie popaść w pułapkę grania prymitywnie stereotypowej karykatury zniewieściałego geja – tłumaczył Krzysztof Globisz. Jego wypowiedź zawarta w materiałach prasowych, promujących film, natychmiast trafiła na czołówki działów kulturalnych.
I teraz pytanie do czytelników portalu Fronda.pl: czy to Państwu czegoś nie przypomina? Tyle, że mamy tu do czynienia z fikcją w komediowych barwach. Gorzej, gdy podobne sytuacje zauważamy w otaczającej nas rzeczywistości, a tytuł "Polski Roku" zastępuje stanowisko... wicemarszałka Sejmu.
Aleksander Majewski
