Przedmieścia Doniecka.

Fajnie, jakby tu byli Ci wszyscy Francuzi i Niemcy co bredzą o zawieszeniu broni...

Na początku liczyłem wybuchy, ale gdy po pięciu minutach, gdy doszedłem do piętnastu, znudziło mnie to.

Ziemia się czasem trochę trzęsie.

Rosyjski pokój pełną gębą.

Czasem granat, czasem snajper, czasem kałasznikow. Rozerwane na kawałki domy, czarna ziemia poorana głębokimi kraterami, spalone czołgi.

Ale podobno i tak walą mniej niż jeszcze kilka dni temu.

Dobrze, że trzymamy się batalionów ochotniczych, te mają gdzieś porozumienie z Mińska i czasem odpowiadają na ostrzał separów.
Chłopaki żyją w koszmarnych warunkach, zimno jak cholera, ale morale wysokie. Palimy papierosy i pijemy ciepłą kawę w piwnicach zrujnowanych domów, na ścianach wiszą karabiny i obrazy Matki Boskiej. Często młodziutcy, 18, 19, 20 lat. Zarośnięci, niełatwo się tu golić.

Zima wyciągnęła z tego świata kolory, wszystko jest czarno- białe bądź brunatne. Tylko zachód słońca dodaje czerwono złotych kolorów spalonym czołgom i zniszczonym domom.

Ślicznie jest.

Szaman, jeden z dowódców nazywa naszą miejscówkę "Mordor". Tolkien zawsze w modzie.

A wiecie skąd jest słowo kacap? Z tureckiego. Znaczyło „rzeźnik”.
O, przed sekundą rąbnęło kilka razy. Pytamy się ziomka z batalionu co to było- „no jak to co? To rozejm” odpowiada śmiejąc się.

bjad/facebook