Fronda.pl: Co obecnie buduje spór polityczny w Polsce?

Prof. Mirosława Grabowska*: Ten spór jest wielopoziomowy i wielowymiarowy. Najbardziej nagłośnione są obecnie kwestie symboliczno-moralno-prawne związane z katastrofą smoleńską. Spór dotyczący katastrofy "osadził się" na trwającym od 2005 roku konflikcie między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością. Ma on swój wymiar zarówno wewnętrzny, jak i międzynarodowy. W wymiarze międzynarodowym chodzi przede wszystkim o stosunki z Rosją. To oczywiście nie jest jedyna czy najważniejsza płaszczyzna konfliktu tych dwóch partii, jednak obecnie to właśnie ten wymiar jest bardzo głośno i dobitnie artykułowany.

Może konflikt o "Smoleńsk", mówiąc umownie, jest tylko jakimś teatrem politycznym, podkręcanym przez media?

Nie lubię i sama nie używam metafory teatru. W polityce zdecydowana większość dzieje się naprawdę. Z teatru w pewnym momencie możemy wyjść, bo kurtyna opadła. Nie da się "wyjść z polityki".

Nie sądzę jednak, żeby w sporze, o który Pan pyta, było coś sztucznego. Konflikt o katastrofę smoleńską jest wielopoziomowy – symboliczny i moralny, prawny i państwowy. Tu nie chodzi o jakiś rodzaj odpłaty czy zemsty PiS na PO, ale o to, że wydarzyła się katastrofa, która nie miała prawa się wydarzyć i która nie ma odpowiednika w najnowszej historii świata. Jej bezstronne, rzetelne i dogłębne wyjaśnienie jest polską racją stanu. Nie sądzę więc, by za tym sporem kryły się tylko emocje. Ale one są i być muszą. Przecież zginęło 96 osób, z których większość była ważna dla szerszych środowisk społecznych. Ta śmierć jest pomnożona nie tylko przez 96, ale także przez te instytucje i środowiska z całej Polski, których przedstawiciele zginęli w Smoleńsku. O tym trzeba pamiętać. Oczywiste jest więc, że ta katastrofa ma wymiar emocjonalny i w tym swoim emocjonalnym charakterze dotyczy konkretnych ludzi i rodzin, instytucji i środowisk, w tym politycznych. Jednak ma ona również "twardy" wymiar prawno-państwowy. Nawet gdy zdarzy się wypadek samochodowy, to też ustala się, kto jest zań odpowiedzialny.

Czy Pani zdaniem konflikt o katastrofę smoleńską, który jak Pani mówiła jest emocjonalny, wyklucza jakąkolwiek współpracę między PO i PiS-em?

Mam nadzieję, że tak nie jest, choć retoryka działaczy tych partii może świadczyć o tym, że w najbliższym czasie współpracy nie należy się spodziewać. Liczę jednak, że jest ona wciąż możliwa.

Jak taki emocjonalny konflikt, dzielący Polaków w sposób jednoznaczny, wpływa na scenę polityczną?

Starcie PiS-u z PO, trwające od 2005 roku, wpływa na polską politykę niekorzystnie. To, co się wydarzyło w tym roku, ma na nią dodatkowy, destrukcyjny wpływ. Po pierwsze dlatego, że wprowadza nowy, mówiąc potocznie, temat. W tym przypadku temat bardzo angażujący. Politycy PiS skarżyli się, że w dyskursie publicznym mówi się o sporze o krzyż przed Pałacem Prezydenckim, a nie o deficycie budżetowym. Ale przecież to oni sami przyczyniają się do tego. Roztrząsany jest temat, wobec którego trudno zachować obojętność, który jest emocjonalnie angażujący. Kwestia katastrofy smoleńskiej pochłonęła i pochłania znaczną część energii politycznej.

Po drugie, konflikt PO z PiS-em niekorzystnie wpływa na szansę współpracy między tymi partiami. A w pewnych kwestiach byłaby ona możliwa i wielce pożyteczna, jak np. w kwestiach prawnych czy systemowych. I to nawet jeśli odbywa się przy tej okazji krytyczna debata. Jednak obecnie, przy tak głębokim i naładowanym emocjami podziale między partiami w Sejmie, można mieć wątpliwości, czy taka debata byłaby możliwa, merytoryczna i efektywna (w sensie dojścia do jakiegoś rezultatu). Ten podział, mówiąc potocznie, bruździ: wykoślawia normalne spory polityczne i blokuje możliwą współpracę.

Czy istnienie takiego sporu utrudnia powstawanie nowych inicjatyw politycznych?

Nie ułatwia – ze względu na temperaturę sporu. Ale ja nie widzę poważniejszych inicjatyw politycznych. Ruch Poparcia Palikota, jakąkolwiek formę przyjmie w przyszłości, obecnie nie stanowi takiej inicjatywy. Mam również wątpliwości co do dalszych losów inicjatywy Joanny Kluzik-Rostkowskiej – klubu parlamentarnego Polska Jest Najważniejsza. Na razie znajdują się w centrum zainteresowania. Otrzymali bonus za nowość. Notowania PJN w sondażach, dające im szansę na ewentualne wejście do Sejmu, to także swego rodzaju gratyfikacja za to, że prezes Jarosław Kaczyński "skrzywdził" jego działaczy. Co będzie jednak za rok? Jeśli nie staną się oni bardziej wyraziści, jeśli nie zaznaczą się jakoś w politycznym spektrum, to Polska Jest Najważniejsza może podzielić losy wielu innych inicjatyw ostatniej dekady, które nie były w stanie zebrać 5 procent poparcia w skali kraju.

Konflikt o katastrofę smoleńską jest emocjonujący, a jednocześnie dwubiegunowy. Czy to może utrudniać poszukiwanie alternatyw politycznych?

Niekoniecznie. Społeczeństwo polskie, moim zdaniem, nie jest gotowe na system dwupartyjny. Ono jest bardziej zróżnicowane. Nie mamy też w Polsce tradycji istnienia systemu dwupartyjnego. Przypuszczam, że wiele środowisk i warstw społecznych aspiruje do "swojej własnej" reprezentacji politycznej. Przykładem może być środowisko chłopskie i – szerzej – wiejskie. W znacznej mierze popierało ono i popiera PiS, jednak wybory lokalne pokazały, że wciąż trwa identyfikacja z PSL. Dlatego sądzę, że system dwupartyjny nie odpowiada zróżnicowaniu i preferencjom społeczeństwa polskiego. Wprawdzie w konflikcie politycznym między PO a PiS nie ma nic sztucznego, ale z jego powodu utrzymuje się nadmiernie uproszczony, dwubiegunowy obraz polskiej sceny politycznej.

Co mogłoby ten konflikt ostudzić?

Wola polityczna. Jak dotąd jednak jej nie widzę. Nie widzę woli rozbrajania tego konfliktu po obu jego stronach. Wedle podzielanej diagnozy ów konflikt po prostu opłaca się i jednej, i drugiej stronie. Ta diagnoza może jednak okazać się fałszywa. A wtedy obie strony tego sporu za to zapłacą. Hipotetycznie, Polska Jest Najważniejsza może odebrać w przyszłych wyborach parlamentarnych po kilka procent głosów PO i PiS-owi. Byłaby to spora cena, którą te ugrupowania zapłaciłyby za swoją taktykę.

Jeśli Platforma Obywatelska chciałaby wygrać wybory parlamentarne w roku 2011, to w jej interesie nie leży obsesyjne koncentrowanie się na tym konflikcie (i wydaje się, że PO stara się tego nie robić). Natomiast PiS sprawia wrażenie, jakby postawił właśnie na ten konflikt i na poparcie swojego stałego, rdzeniowego elektoratu na poziomie 20-25 procent. PiS – zamiast iść po głosy do centrum, jak w kampanii prezydenckiej 2010 roku – zdecydował wycofać się do swojego matecznika.

Czy Pani zdaniem sprawa katastrofy smoleńskiej i śledztwa w tej sprawie może być przyczyną oporu społeczeństwa przeciwko Platformie Obywatelskiej?

Myślę, że nie. Mimo iż społeczeństwo jako całość mocno przeżyło katastrofę smoleńską, co ujawniło się w badaniach opinii publicznej, mimo iż wyzwoliły się w nas dobre uczucia, ten okres już minął. W notowaniach polityków i instytucji, w ocenach dotyczących teraźniejszości i przyszłości – po chwilowym zastrzyku poczucia jedności i paradoksalnego optymizmu – wszystko wróciło do normy. Widać to było w reakcjach na takie wydarzenia, jak konflikt wokół krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Żadna ze stron – ani opowiadający się za krzyżem przed Pałacem Prezydenckim, ani ci, którzy go tam nie chcieli – nie miała większości. Niewielkiej większości nie podobali się obrońcy krzyża. Ale większości nie podobali się również ci, którzy przeciwko temu krzyżowi protestowali. Tablica upamiętniająca żałobę narodową wmurowana w ścianę Pałacu mogłaby być jakimś kompromisem, ale sposób jej wmurowania większości się nie podobał. Wydaje się zatem, że odczucia społeczne i opinie są obecnie bardziej zróżnicowane niż to głoszą partie i że pozostają one w granicach zdrowego rozsądku. Ten konflikt zaostrzają politycy.

Rozmawiał Stanisław Żaryn

 

Mirosława Grabowska: dyrektor CBOS, socjolog, profesor UW. Zajmuje się m.in. metodologią, socjologią polityczną oraz socjologią religii. Za swoją książkę "Podział postkomunistyczny" otrzymała Nagrodę im. Księdza Józefa Tischnera.

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »