Po spotkaniu z premierem Donaldem Tuskiem – jak opowiadał Reszce jeden z polityków PO – Jarosław Gowin miał być wściekły. - Gowin klął! W sposób nienadający się do zacytowania. I wyłożył następujące credo: „Nie muszę być ministrem, nie muszę być posłem, nie muszę być w polityce, ale nie zgodzę się na takie traktowanie, jak przy ustawie o związkach partnerskich. On uważa nas za chłopów pańszczyźnianych i właśnie nam to pokazał. Nie mam ochoty dać się zastraszyć, ani cofać ani o krok, ani o pół kroku” - opowiada ów polityk Reszce.

 

I zapewnia, że nie było to zachowanie człowieka, który gra. - Wyglądał raczej na faceta, który ma granat w ręku i jest gotów w każdej chwili wyciągać zawleczkę: „Ja wylecę w powietrze, ale Donald też oberwie” - uzupełniał rozmówca Reszki.

 

Ale na razie projekt likwidacja – zdaniem Reszki – został zatrzymany. A premier zaczął uwodzić konserwatystów, tyle, że na spotkaniach nie ma już Gowina...

 

TPT/pawelreszka.blog.pl