- Nawiasem mówiąc jest coś znamiennego, że w sprawie Amber Gold na razie głównym oskarżonym jest ten, który działa tak zdecydowanie na rzecz wyjaśnienia tej sprawy, czyli minister sprawiedliwości - powiedział Gowin.


- Według mnie, to ja wystąpiłem w obronienie niezawisłości sędziów - stwierdził Gowin pytany, czy ma w nosie ocenę Krajowej Rady Sądownictwa. - Żałuję, że Krajowa Rada Sądownictwa, w skład której w ogromnej większości wchodzą sędziowie, aż trzy razy swoje oświadczenia poświęciła odpowiedzialności, czy winie, polityków za prezesa Milewskiego, a jego samego potraktowała bardzo łagodnie - dodał.


- Uważam, że postąpiłem w tej sprawie tak, jak dyktowało mi sumienie, tak jak dyktował mi duch prawa, bo litera jest niejasna, i tak, jak wymagał tego interes społeczny - wyjaśnił minister.

 

Jarosław Gowin jest zwolennikiem przeniesienia śledztwa Amber Gold do innej prokuratury. - Na miejscu Seremeta przeniósłbym z Gdańska sprawę Amber Gold - mówi. To jest jego suwerenna decyzja. Nie ukrywam, że gdybym był na jego miejscu, gdyby minister sprawiedliwości był dzisiaj nadal prokuratorem generalnym, to ta decyzja byłaby inna - precyzuje minister Gowin.

 

Całą farsę można byłoby zatytułować jak tandetną amerykańską komedyjkę: "Kosmiczne jaja". W sprawie Amber Gold jedynym politykiem, którego stawia się do pionu, jest minister sprawiedliwości, który chciał podjąć odpowiednie działania...

 

AM/Wp.pl