Według najnowszego sondażu przeprowadzonego przez pracownię Milward Brown dla TVN'owskich „Faktów” 36 procent Polaków chce, by Jarosław Gowin stanął na czele partii a tylko 28 procent woli, by nadal kierował nią Donald Tusk. Dziś już chyba każde dziecko wie, że badań opinii nie przeprowadza się sobie a muzom, w ramach hobby czy innego widzimisię, a już na pewno ich wyników nie publikuje się bez ukrytego powodu. Lecące na łeb i szyję notowania Platformy zapaliły czerwone lampki w głowach piarowców, którzy na gwałt szukają lekarstwa, a tym – wbrew pozorom – może okazać się Jarosław Gowin.
Polacy są społeczeństwem zachowawczym, przyzwyczajonym do tradycji, gros spośród nich (nas) to katolicy bardzo poważnie traktujący naukę Kościoła i głos biskupów. Eksperymenty typu związki partnerskie, in vitro refundowane z publicznych pieniędzy, edukacja seksualna dla dzieci czy obniżenie wieku szkolnego musiały wywołać sprzeciw, który odbił się na notowaniach rządu i rządzącej partii. Postrzegany jako konserwatysta Gowin mógłby ten trend odwrócić, zwłaszcza po tym, jak środowiska feministyczne i lewicowe wytoczyły przeciwko niemu ciężkie działa oskarżając o katolicki fanatyzm, służalczość wobec kleru, przynależność do Opus Dei i wszystkie możliwe zbrodnie przeciwko postępowi. Człowiek podejrzliwy mógłby nawet dojść do wniosku, że była to klasyczna ustawka, podpucha mająca przedstawić byłego ministra sprawiedliwości jako obrońcę wiary i tradycji, prawdziwego Polaka brzydzącego się wszelkim lewactwem i płynącym z Europy postępem.
Zaprezentowany na antenie TVN sondaż miał nie tyle przedstawić widzom preferencje Polaków, co zasygnalizować nadchodzącą zmianę. Innym wyraźnym sygnałem była zmiana statutu Platformy Obywatelskiej umożliwiająca bezpośrednie wybory przewodniczącego przez wszystkich członków partii by pokazać, że w odróżnieniu od rządzonego twardą ręką prezesa Kaczyńskiego Prawa i Sprawiedliwości PO to partia demokratyczna, w której szeregowy członek ma taki sam wpływ na podejmowane decyzje co prominentny działacz z centrali czy nawet sam szef – jasny i klarowny przekaz skierowany do wyborców, z jednej strony zamordyzm i totalitarne inklinacje, z drugiej pełna swoboda i wolność.
Sprawy niestety poszły już za daleko i sama gra pozorów nie wystarczy, wiernopoddańczy hołd złożony przez Grzegorza Schetynę podczas konwencji w Chorzowie też nie. Dlatego myślę, że Jarosław Gowin zostanie wybrany na szefa Platformy i pozostanie nim aż do wyborów w roku 2015. Więcej – myślę, że platformiana wierchuszka ten scenariusz przygotowywała od dawna a jego częścią była dymisja Gowina jako ministra sprawiedliowści. Stołek premiera, ma się rozumieć, nadal będzie zajmował swoim tyłkiem Donald Tusk, co zostanie wytłumaczone chęcią uchronienia kraju przed politycznym zamieszaniem jakie niesie za sobą zmiana rządu. Krótko mówiąc będą lekkie przepychanki przy korycie, zmieni się kilka twarzy bo zapewne przy okazji zmiany szefa partii zmieni się też kilku ministrów i tyle, show must go on.
A wszystko to bez większego znaczenia, zmiana czysto wizerunkowa. Platforma Obywatelska nadal pozostanie partią władzy, kompletnie bezideową, której jedynym celem jest trzymanie się stołków i zawłaszczanie Polski. By żyło się lepiej. Kolesiom...
Alexander Degrejt
