Minister Gowin wprost stwierdza, że nie widzi powodu, dla którego miałby wspierać złe, ideologiczne i sprzeczne z polską konstytucją projekty PO dotyczące uprawnień małżeńskich dla par gejowskich. Jego zdaniem nie ma powodów, by uznawać, że w rządzie jest miejsce tylko dla poglądów lewicowych. - A czy ministrowie, którzy promują rozwiązania progejowskie, wyłączają swoje przekonania? Chyba że są poglądy równe i równiejsze. Jak ktoś ma lewicowe, to jest bezstronnym urzędnikiem, a jak jest, nie daj Boże, chrześcijaninem, to wara mu od stanowisk rządowych... - tłumaczy dziennikarce „GW”.
Gowin kwestionuje także potrzebę wprowadzania w Polsce przepisów zachodnich dotyczących przemocy w rodzinie. Jego zdaniem prawo jest w Polsce dobre, a pomysły unijne są niebezpieczne i ideologicznie motywowane. - W Polsce przyczyną przemocy domowej jest przede wszystkim alkoholizm i nie ma ona nic wspólnego z naszą kulturą, którą cechuje szczególny szacunek wobec kobiet. Będę bronił polskiej tradycji, nawet jeśli z tego powodu lewicowi publicyści będą mnie nazywać ajatollahem, a niektórzy politycy - z właściwym dla współczesnej lewicy językiem nienawiści - katolicką ciotą – podkreślił polityk. I dodał, że nie zamierza zmieniać przynależności partyjnej. - Jestem ministrem tego rządu. Przyszłość wiążę z PO. Ale nie zamierzam pod presją różnych środowisk zmieniać poglądów. Za Lutrem chcę powiedzieć: tu stoję, nie mogę inaczej – podkreślił.
I w sprawach, o których mowa nie pozostaje powiedzieć nic innego, jak tylko „amen, Panie Ministrze!”. Niech się tak stanie, jak mówisz!

