Minister Jarosław Gowin tłumaczył dziś na antenie "Radia Koszalin", dlaczego Prawo i Sprawiedliwość nie wprowadzi pełnej ochrony życia i nie zakaże aborcji w każdym przypadku.

"Chcę uspokoić tych, którzy boją się, że aborcja w Polsce zostanie całkowicie zakazana. Na pewno nie przejdzie projekt całkowitego zakazu, na pewno nie będzie zakazana aborcja w sytuacji, gdy kobieta pada ofiarą gwałtu albo gdy zagrożone będzie jej życie lub zdrowie" - powiedział dosłownie Jarosław Gowin.

Szef resortu nauki i szkolnictwa wyższego dodawał, że czarne protesty feministek "dały większości do myślenia i nauczyły pokory".

Można, oczywiście, pomstować na stanowisko Prawa i Sprawiedliwości, jako po prostu niemoralne. Trudno odmówić racji takim argumentom. Z drugiej strony PiS nie działa w próżni, a środowiska, dla których taka ustawa byłaby nieakceptowalna, są niestety bardzo szerokie.

Można zadać zatem pytanie: czy lepiej "na hurra" uchwalić prawo, które rozsierdzi wielu wyborców i doprowadzi za 3 lata do utraty władzy i przejęcia jej przez siły bardziej lewicowe, które aborcję zliberalizują? A może lepiej nieco "rozczarować" wyborców konserwatywnych, za to przyjąć projekt choć nie idealny, to jednak stanowiący krok naprzód, a zarazem nie wzniecający szalonych protestów społecznych?

Nie ulega przy tym wątpliwości, że PiS popełnia ogromny grzech zaniechania. "Bawiąc się" sprawą aborcji sprawia, że dzieci wciąż giną. Ustawa zakazująca aborcji eugenicznej powinna zostać przyjęta priorytetowo, wkrotce po przejęciu władzy. Niestety, PiS zamiast zająć się tym tematem, zostawił go odłogiem. Doprowadziło to do wielkich protestów, zamieszania - a teraz nie dzieje się już po prostu nic. Dzieci tymczasem wciąż giną...

wbw