- Muszę ci przyznać rację, procedura in vitro jest bardzo mało skuteczna. Opowieści o tym, że jej skuteczność wynosi 25, 30, a nawet kiedyś czytałem o 70 procentach, można włożyć między bajki. To zwyczajne kłamstwa. Realistyczne dane znamy jedynie z Wielkiej Brytanii. Tam wszystko wolno, dopuszczalne jest nawet tworzenie hybryd ludzko-zwierzęcych. Ale zarazem Brytyjczycy podają uczciwe statystyki – zestawiając z jednej strony liczbę stworzonych zarodków, a z drugiej narodzonych dzieci. I tak mierzona skuteczność wynosi 5 procent – mówił Gowin.
I dodawał, że gdyby politycznie zakaz byłby do przeprowadzenia, to on byłby za takim zakazem. - W takiej sytuacji byłbym za zakazem, ale wyłącznie ze względu na niską skuteczność zapłodnienia in vitro. Gdyby ta metoda w miarę doskonalenia zapewniała szansę narodzin większej liczbie dzieci byłbym za jej dopuszczalnością – podkreślał.
Gowin przekonywał także, że jest zwolennikiem zakazu aborcji dzieci z zespołem Downa, choć nie wie, jakby głosował w tej sprawie. - Głosowałem już za odesłaniem do komisji analogicznego projektu Solidarnej Polski. Ale jeśli pytasz mnie, co zrobiłbym w głosowaniu ostatecznym, to odpowiadam, że nie wiem, choć nie mam wątpliwości, że aborcja dzieci z zespołem Downa, a to o nich przede wszystkim mówimy, powinna być zakazana – zaznaczył.
Nie zabrakło także przekonywania, że Gowin nie pójdzie w kierunku zachodnich partii chadeckich czy konserwatywnych. - Ja nie idę w kierunku przez nich wytyczonym. Nie chcę przyznawać żadnych przywilejów parom homoseksualnym, a zatem nie oddaję ani piędzi ziemi. Nie jestem jednak politykiem z Twoich marzeń – powiedział. A na koniec zapewnił, że „jak przyjdzie do prawdziwej wojny, staniemy ramię w ramię, Hermano de Thomas...”.
TPT/Do Rzeczy
