Szanse na uchwalenie ustawy bioetycznej autorstwa Jarosława Gowina (PO) są coraz mniejsze. Z wypowiedzi jego członków wynika, że z „ustawy Gowina” pozostaną jedynie strzępy. Większość Platformersów domaga się bowiem prawa do tworzenia i zamrażania zapasowych zarodków, do czego absolutnie nie chce dopuścić krakowski polityk.

Gowin jednak nie rezygnuje ze swoich planów i zapowiada zgłoszenie swojego projektu. W jego przeforsowaniu ma mu pomóc część posłów PO, PiS i PSL. I wiele wskazuje na to, że jego koncepcja ma szansę powodzenia. - Oczywiście wolimy projekt Gowina od łagodniejszej wersji, o której mówią inni posłowie PO – mówi Adam Bielan z PiS. - W sprawach wiary, moralności, światopoglądu w PSL nigdy nie ma dyscypliny – dodaje Eugeniusz Kłopotek z PSL.

Co na to politycy PO? - Byłoby nie w porządku, gdyby poseł Gowin złożył projekt konkurencyjny do projektu partyjnego – twierdzi szef klubu Zbigniew Chlebowski. Jarosław Gowin nie zamierza jednak składać broni. Na pytanie, czy z racji krytyki jego postępowania zamierza zrezygnować ze swoich planów, odpowiada: - Nie jestem tchórzem.

Adam Bielan widzi w w sprawie jeszcze drugie dno. Jego zdaniem całe zamieszanie wskazuje na marginalizację Gowina i mitycznej konserwatywnej frakcji pod jego przywództwem w PO. Powołuje się przy tym na wypowiedź krakowskiego posła, który stwierdził, iż był ostrzegany przed wiarołomnością Tuska. - Losy ustawy o in vitro zależą od tego, na ile jest w stanie zrobić Tuskowi kłopot, żeby przeforsować swoją wersję. Ale wiadomo że większość PO chce łagodniejszej wersji ustawy. Gowin może okazać się tylko konserwatywną paprotką na biurku lidera PO – twierdzi polityk PiS.

sks/GW

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »