Dziesięciu niemieckich polityków Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej – w tym przewodniczący Bundestagu i niemiecka minister szkolnictwa – wysłali do biskupów list, w którym proszą o próbę przekonania Benedykta XVI do zmiany podejścia Kościoła do obowiązkowego celibatu księży. Chcą, by można było wyświęcać na księży viri probati, czyli cieszących się autorytetem wspólnoty żonatych mężczyzn. Jako swoją motywację podają spadek liczby kapłanów w RFN.

Jarosław Gowin, poseł Platformy Obywatelskiej:

Uważam wysłanie listu za niefortunne. Co innego, gdyby wysłali list do episkopatu Niemiec jako członkowie Kościoła, ale list grupy polityków musi być uznany za manifestację polityczną. Jestem zwolennikiem rozdzielenia obu tych sfer, oczywiście nie bezwzględnego, bo są kwestie, w których Kościół i państwo powinny współpracować, jednak tu mam wrażenie zgrzytu. Nie bardzo rozumiem, dlaczego zdecydowali się wystąpić jako grupa. Gdyby jeszcze podpisali się pod apelem wielu środowisk katolickich, to można by się zastanawiać nad tym, czy ten apel jest słuszny, czy niesłuszny – moim zdaniem niesłuszny – ale nie byłoby problemu ingerowania polityków w wewnętrzne sprawy Kościoła.

Kościół ma prawo apelować do polityków, którzy są jego członkami, o kierowanie się nauką Kościoła w sprawach obyczajowych, prawa dotyczącego ochrony życia, tak członkowie Kościoła, nawet jeśli są politykami, mają prawo apelować do biskupów o przyjęcie takich bądź innych rozwiązań. Niestety w tym wypadku politycy starają się ingerować w problem czysto teologiczny i wewnątrzkościelny. Mam wrażenie, że doszło tutaj do pomieszania porządków.

Likwidacja obowiązkowego celibatu nie musi być jedynym rozwiązaniem problemu braku księży. Można myśleć o zwiększeniu odgrywania w Kościele roli świeckich. Pewne funkcje można im przekazać – już istnieje możliwość pełnienia przez nich funkcji szafarza nadzwyczajnego, można ją upowszechniać.

Not. sks

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »