Przysięgli uznali, że Gosnell dopuścił się zabójstwa z premedytacją (w prawie amerykańskim - 1 stopnia), gdy pozwalał rodzić się dzieciom - powyżej czwartego trymestru i zdolnym do tego by żyć, po czym przecinał ich rdzenie kręgowe nożycami. Przysięgli uznali winę co do czynu dzieciobójstwa, oraz dwu przypadków współudziału w morderstwie, a także złamania prawa wykonując aborcję powyżej stanowego limitu 24 tygodnia ciąży.

Jest również winny śmierci Karnamayi Mongar, która zmarła z powodu zbyt dużej dawki leków uspokajających, podanej przez niewykwalifikowany personel Gosnella.

Wyrok, który został ogłoszony wczoraj po południu czasu filadelfijskiego, oznacza iż Gosnell może otrzymać karę śmierci. Sędzia podejmie w tej sprawie decyzję w przyszłym tygodniu.

Siedemdziesięciodwuletni aborcjonista zmierzył się z dziesiątkami zarzutów, poczynając od morderstwa przez oszustwa po szkodzenie śledztwu przez manipulację dowodami.

Oskarżyciele Ed Cameron i Joanne Pescatore wg relacji J.D. Mullane, wytrwale relacjonującego przebieg procesu dziennikarza lokalnej gazety Buck County Courier Times, pojawili się na sali zrelaksowani, podczas gdy obrońca Gosnella Jack McMahon wyglądał na zdenerwowanego.

Gosnell nie okazywał żadnych emocji podczas werdyktu.

Sędzia Minehart odrzucił dziewięć zarzutów przeciw Gosnellowi: trzy zabójstwa, jedno dzieciobójstwo, pięć profanacji zwłok. Nie wyjaśnił na jakiej podstawie.

- Nawet jeśli nie w każdym z zarzutów, jestem wzruszony uznaniem winy Gosnella w werdykcie - powiedział Bryan Kemper z Stand True Ministries. - Wiele lat czekałem na sprawiedliwość wymierzoną w imieniu dzieci zabijanych przez aborcjonistów.

Pisaliśmy o tym, że obrona Gosnella argumentowała, iż niedorzecznym jest uważać, że dziecko jest żywe, bo się porusza. Sam Gulino, koroner zeznał, że z zamrożonych szczątek nie był w stanie zidentyfikować czy dzieci urodziły się żywe.

McMahon, nie powołał w obronie Gosnella żadnego świadka poza oskarżonym. Twierdził, że dzieciom został podany Digoxin, który miał spowodować ustanie akcji serca, a potem dopiero przecinano rdzeń, w celu upewnienia się co do śmierci płodu, ale materiał dowodowy nie potwierdził jego zeznań. Personel zeznał, że dzieci leżały nieraz 20 minut po porodzie nim je zabito.

Proces obfitował w makabryczne opisy działalności Gosnella.

Gosnell trzymał resztki 47 abortowanych dzieci w pojemnikach na karmę dla kotów i butelkach po mleku. Odcinał im także stópki. Jego obrońca twierdził, że robił to by uzyskać DNA, ale asystent prokuratora okręgowego Ed Cameron sugerował, że trzymał je jako coś w rodzaju trofeum.

Jak się okazuje, w trakcie prowadzenia zbrodniczej działalności, Gosnell miał inspekcję National Abortion Federation (Narodowej Federacji Aborcyjnej), która cofnęła mu członkostwo, ale nie doniosło do władz o naruszeniu standardów. Podobnie jak żaden ze szpitali, które zajmowały się okaleczonymi przez Gosnella ofiarami.

Zainteresowanie mediów procesem było znikome, do czasu, gdy sprawa stała się głośna na Tweeterze i osiągnęła pół miliona komentarzy.

Obrońcy życia są zadowoleni werdyktem, ale mówią, że działań takich jak Gosnella jest więcej i, że są szeroko rozpowszechnione.

- Musimy pamiętać, że Gosnell nie jest odosobniony w przemyśle aborcyjnym - powiedziała Lisa Rose z organizacji Live Action - Nie możemy pozwolić by ten werdykt(...), nas zadowolił, gdy nadużycia mają miejsce nawet teraz w placówkach aborcyjnych na terenie całego kraju.

- Wzywamy Kongres do przeprowadzenia śledztwa w sprawie wszystkich tych uczestniczących lub chętnych uczestniczyć w tego rodzaju brutalności względem bezbronnych kobiet i dzieci, i zakończenie tego. - powiedziała.

Mariusz Dzierżawski z Fundacji PRO, na antenie TV Republika w rozmowie z Tomaszem Terlikowskim sugerował, że i u nas mamy Gosnellów. Co zrobić by skutecznie ich zwalczać?

MCC/LSN