Beata Gosiewska: Im więcej czasu mija od katastrofy tym bardziej jestem przekonana, że to był zamach. Nie wiem tylko, kto i w jaki sposób go dokonał. Ani rodziny, ani społeczeństwo dotąd nie dowiedziały się, co się zdarzyło w Smoleńsku. Dezinformacja była powadzona celowo od pierwszych chwil po katastrofie, podawano nam sprzeczne informacje. Wypowiedzi Edmunda Klicha w pewnych momentach były skandaliczne. Potem znikał na kilka miesięcy i znów się pojawiał. Przytaczany przez "Gazetę Polską" wywiad z Klichem potwierdza informacje, które również do mnie docierały. Słyszałam, że trzy karetki odjeżdżały z miejsca katastrofy na sygnale. Nikt nie odpowiedział nam na pytanie, kogo one przewoziły. Ja nie wiem, czy nie było w nich mojego męża. Dla rodzin ofiar katastrofy takie informacje są szokujące. Słowa Klicha w zestawieniu z filmem ze Smoleńska, na którym słychać strzały, są draństwem. Rząd i premier od początku kłamali, że chcą informować o postępach śledztwa. Nie robią tego i prawdopodobnie nie zamierzali.

Przedziwne jest również to, że w czasie kampanii wyborczej p.o. prezydenta Bronisław Komorowski ujawnił stenogramy z kokpitu pilotów, które - jak orzekli eksperci - były sfałszowane. Śledczy nie mieli natomiast nigdy dostępu do oryginalnych zapisów czarnych skrzynek. Jak polska prokuratura może coś wyjaśnić, jeśli zgodziła się na to, że to Rosjanie decydują o wszystkim w śledztwie dotyczącym katastrofy? To ciężko nawet nazwać śledztwem, tu ma miejsce raczej zacieranie śladów, by nikt się nie dowiedział nigdy, co się wydarzyło na smoleńskim lotnisku.

W całej sprawie zastanawiający jest spokój rządu. On się zachowuje, jakby wszystko odbywało się w zgodzie z jakąś umową, którą rządzący zawarli z Putinem. Te uściski z premierem Rosji i propaganda dobrych stosunków z Moskwą są odrażające. Ja mam świadomość, że władze Polski i Rosji pracują na to, byśmy się nigdy nie dowiedzieli, co naprawdę stało się w Smoleńsku. Prokuratura zdaje się czekać na to aż ślady, które można by znaleźć podczas sekcji zwłok, znikną. Wrak polskiego Tupolewa już stracił wartość dowodową. Śledczy w każdej sprawie działają tylko jeśli media coś nagłośnią. Oni przyjęli zasadę "na głupa". Udają, że wszystko jest w porządku, że nic się nie dzieje. Robią z nas wariatów. Smutno się żyje w kraju, w którym rodziny nie mają prawa wiedzieć, jak zginęli ich bliscy.

Skandalem są też oświadczenia premiera, który pół roku po katastrofie stwierdza, że się dowie, czy 10 kwietnia na lotnisku w Smoleńsku byli oficerowie BOR. To mówi szef polskiego rządu, który nadzoruje pracę tego Biura! Rząd i śledczy udają, że wrócili z innego świata. Dla mnie jest jasne, że oni odpowiadają za tę katastrofę. Jest to władza nie tylko niekompetentna, ale i nieodpowiedzialna. Nie wiedzieć czemu ma jednak przyzwolenie większości mediów.

Nie wierzę w to, że obecne władze Polski i Rosji chcą wyjaśnienia tragedii z 10 kwietnia. Od początku mówię, że oni tego nie chcą, że zacierają ślady. Niezrozumiała jest dla mnie również nominacja generalska dla prokuratora Parulskiego. Otrzymał nagrodę za tak skandalicznie prowadzone śledztwo. Wcześniej, za prezydentury Lecha Kaczyńskiego, takiej nominacji nie otrzymał. Nagle przychodzi prezydent z Platformy Obywatelskiej i nagradza Parulskiego za sposób, w jaki prowadzone jest śledztwo. Premier natomiast wielokrotnie zasłania się niezależnością prokuratury. Jeśli tak ma ta niezależność wyglądać to ja gratuluję. Dla mnie to, co się dzieje z katastrofą smoleńską, to zwykłe bezprawie.

Ja od pół roku czekam na najprostszy dokument – protokół z sekcji zwłok. Naszych bliskich pochowano niezgodnie z prawem. Akty zgonu również nie są zgodne z polskim prawem. Brakuje w nich przyczyn śmierci. W lipcu złożyłam wniosek o ekshumację. W ogóle się do niego nie odniesiono. Podobnie zresztą jak do większości wniosków rodzin ofiar katastrofy. Wnioski o dostęp do tajnej części akt śledztwa również przez wiele miesięcy pozostawały nierozpatrzone. Śledczy patrzą, co robi władza, i robią to samo. Wyczuwają atmosferę i udają, że to śledztwo prowadzą. Mam jednak nadzieję, że obecne możliwości techniczne pozwolą kiedyś na wyjaśnienie przyczyn tej tragedii. Katastrofa wydarzyła się przecież w biały dzień w środku Europy.

not. żar

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »