Przedstawiamy fragmenty wywiadu "Mówiąc o pokoju, Platforma podkłada ogień" przeprowadzonego  przez Macieja Walaszczyka z Arturem w Górskim w dzisiejeszym "Naszym Dzienniku".   

 

Pana zdaniem, Polskę czeka scenariusz węgierski, a więc kolejne lata rządów PO do spółki z PSL i SLD i kryzys polityczny, który zmiecie establishment?


- Ja myślę, że my te wybory wygramy. Mówią, że nie mamy zdolności koalicyjnej, ale zapewniam pana, że partia, która znacząco wygrywa wybory, taką zdolność uzyskuje. Jeśli wygramy wybory, a prezydent Komorowski desygnuje na premiera Tuska czy innego polityka liberalno-lewicowego, to będzie oznaczało, że powstanie rząd PO z SLD, a może i z Palikotem. Jestem przekonany, że dla wielu posłów PO taka koalicja będzie nie na rękę, gdyż ostatecznie obnaży ich bezideowość. Taka koalicja nie tylko nie będzie spójna politycznie, ale przesunie PO w lewo, a to oznacza, że bardzo szybko wielu wyborców Platformy, szczególnie tych chodzących w niedzielę do kościoła, poczuje się zawiedzionych i oszukanych. No i wobec drugiej fali kryzysu taki rząd nie będzie w stanie prowadzić konsekwentnej, spójnej polityki, gdyż będzie rozdzierany wewnętrznymi sprzecznościami. W takiej sytuacji nie miną dwa lata i będziemy mieli kolejne wybory, a wówczas PiS ma szansę uzyskać ponad połowę wszystkich mandatów i samodzielną władzę. Prezydent Komorowski będzie musiał wtedy powierzyć misję stworzenia rządu liderowi jedynej parlamentarnej opozycji Jarosławowi Kaczyńskiemu. Scenariusz nierealny? Zobaczymy.

 

Zaskoczyła Pana odmowa zarejestrowania list komitetu Prawicy Rzeczypospolitej oraz to, co przytrafiło się Nowej Prawicy?

 

- Takiego scenariusza nie przewidywałem. Jeśli chodzi o Prawicę RP, to po połączeniu jej z partią Jerzego Roberta Nowaka chyba nikt nie wątpił, że zarejestruje się w ponad połowie okręgów i zawalczy o wejście do Sejmu. Tymczasem Marek Jurek postawił się poza Sejmem na kolejną kadencję, co niewątpliwie jest ze szkodą dla polskiego parlamentaryzmu i spraw, o które walczymy w Sejmie, a które są bliskie marszałkowi. W przypadku Nowej Prawicy jej casus pokazał wadliwość obecnego prawa wyborczego, które może być interpretowane na niekorzyść komitetów wyborczych. Odmawiając rejestracji Nowej Prawicy, choć ta spełniła warunki formalne, dokonano precedensu, który może zemścić się na całym systemie demokratycznym. Pozbawiono partię szans na mandaty nie wolą wyborców, tylko uznaniową decyzją urzędników. To jest niebezpieczna sytuacja, która oznacza, że w nowej kadencji Sejmu trzeba będzie nowelizować kodeks wyborczy, by w przyszłości uniknąć tego typu sytuacji. Ale brak w Sejmie innych partii prawicowych musi oznaczać jeszcze jedną rzecz, otóż konsolidację posłów katolicko-konserwatywnych. Musimy po wyborach się odnaleźć, zorganizować w środowisko polityczne w ramach Klubu Parlamentarnego PiS i podejmować inicjatywy legislacyjne, które będą realizowały oczekiwania elektoratu prawicowo-katolickiego.

 

Cały wywiad: Mówiąc o pokoju, Platforma podkłada ogień

 

JW/NaszDziennik.pl