Ponad pół roku temu w „Dzienniku Gazecie Prawnej” (27-29.11.2009) ukazał się tekst Marcina Króla, w którym pisał on: „Historia powojennego świata zachodniego pokazuje dobitnie, że nigdy żaden rząd ani prezydent nie przegrał w okresie materialnego – i szerzej – cywilizacyjnego dobrobytu (jedynym wyjątkiem jest rząd PiS).”
Wystarczy przejrzeć dane statystyczne GUS-u, by przekonać się, że założyciel „Res Publiki” miał rację. Za rządów PiS-u niemal wszystkie wskaźniki makroekonomiczne wykazywały tendencję pozytywną: dochód narodowy PKB rósł najszybciej od dekady, bezrobocie spadało, rosły inwestycje. Korzystne były też nastroje społeczne: rosło poczucie bezpieczeństwa, malały wskaźniki korupcji, a poziom optymizmu społeczeństwa był najwyższy od 1989 roku. W okresie tym zmniejszyły się również obciążenia podatkowe obywateli i pojawiły ulgi na dzieci. Złotówka była silna jak nigdy (cena dolara wynosiła nawet ok. 2 zł, a euro – ok. 3 zł.). A jednak mimo to – właśnie w tym okresie wyjątkowo korzystnej koniunktury gospodarczej i odczuwalnego skoku cywilizacyjnego – PiS przegrał wybory parlamentarne. Zdaniem Marcina Króla, był to ewenement, jakiego nie znają dzieje powojennego świata zachodniego. Już choćby z tego względu fenomen ten wart jest zbadania przez socjologów i psychologów społecznych. Czym różnimy się od dojrzałych demokracji zachodnich, że reagujemy w inny sposób od nich?
Socjologicznej analizy wymaga też inny związany z tym fenomen społeczny, mianowicie zbiorowa niechęć do PiS-u studentów prawa. Tak się składa, że była to jedyna partia, która z determinacją walczyła z korporacjami zawodowymi o otwarcie zawodów prawniczych dla młodzieży po studiach. Wydawać by się mogło, że formacja, która stara się o odblokowanie ścieżki karier zawodowych dla młodych roczników, może liczyć na ich poparcie – tymczasem nic z tego. Dlaczego tak się dzieje? Jaki mechanizm jest silniejszy od instynktu samozachowawczego?
Być może dla socjologów, którzy zechcą zająć się tym problemem, pewną podpowiedzią mogą być rezultaty międzynarodowych badań porównawczych zestawiających Polskę ze społeczeństwami zachodnimi. Okazuje się, że w naszym kraju panuje niemal dwukrotnie większe zaufanie społeczne do środków masowego przekazu i wielkich koncernów niż w dojrzałych demokracjach zachodnich. Tam ludzie zachowują większy dystans i krytycyzm wobec treści podawanych przez media.
Najczęstszym wytłumaczeniem wyników wyborów z 2007 roku, w których PiS poniósł porażkę, jest twierdzenie, że zadecydowała o tym postawa młodzieży, która po raz pierwszy tak licznie pomaszerowała do urn. W związku z tym chciałbym zrobić pewną dygresję, cofając się o ponad pół wieku. W latach 40. zeszłego stulecia amerykański psycholog Salomon Asch na jednym z uniwersytetów przeprowadził eksperyment, w którym ośmiu wtajemniczonych uczestników poproszono, by w obecności dziewiątego, niewtajemniczonego, twierdzili, że długi kij jest krótki, a krótki kij jest długi. Kiedy owych ośmiu opuściło już pomieszczenie i pytano dziewiątego, który kij jest długi, a który krótki – to aż w 35 procentach (!) przypadków uczestnicy eksperymentu (a byli to bez wyjątku studenci, czyli przedstawiciele przyszłych elit) twierdzili z pełnym przekonaniem – chociaż wzrok mówił im coś innego – że krótki kij jest długi, a długi jest krótki. W podsumowaniu swych badań Asch napisał, że „pole społeczne wymusiło fizjologiczną zmianę percepcji badanych”, choć prościej byłoby napisać o potędze konformizmu, którą ukazał już Jan Christian Andersen w baśni „Nowe szaty cesarza”.
Pamiętam, że w październiku 2007 roku – a był to miesiąc rozpoczęcia roku akademickiego i pamiętnych wyborów parlamentarnych – spotkałem pewnego studenta z uniwersytetu w Gdańsku, który relacjonował mi, jak wyglądał przebieg eksperymentu Ascha, który powtórzono na jego uczelni. Okazało się, że tych, którzy pod wpływem opinii otoczenia zaczęli twierdzić, że długi jest krótki, a krótki jest długi – było aż 61 procent (!!!). Przyznaję, że od tamtego czasu zachwyty nad naszą młodzieżą, jaka to jest niezależna i bezkompromisowa, przyjmuję z dużą wstrzemięźliwością.
Grzegorz Górny
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

