Obecne elity rządzące Rosją nigdy nie ukrywały, co myślą o serii rewolucji w byłych republikach postsowieckich, jakie miały miejsce w połowie minionej dekady (pomarańczowa rewolucja na Ukrainie, rewolucja róż w Gruzji czy rewolucja tulipanów w Kirgizji). Dla kremlowskich włodarzy nigdy nie był to wynik spontanicznego buntu zdesperowanego ludu, lecz ruch inspirowany z zewnątrz przez wrogów Rosji, którzy w ten sposób chcieli wyrwać owe kraje z moskiewskiej strefy wpływów. W podobny sposób – jako część globalnej rozgrywki – kremlowskie władze spoglądają na niedawne wydarzenia w Tunezji, Egipcie i Libii.
Refleksja rosyjskich technologów politycznych zawsze koncentrowała się na sposobach zdobycia władzy. Odrobili oni lekcję z przegranej „zimnej wojny“, gdy do ostatniej chwili walczyli o to, by uniemożliwić własnym obywatelom dostęp do źródeł niezależnych informacji. Zrozumieli, dlaczego tak ważną rolę pod koniec istnienia Związku Sowieckiego odegrały przysyłane z Zachodu kserokopiarki i faksy. Dziś w epoce cyberprzestrzeni miejsce przestarzałych narzędzi zastąpiły nowocześniejsze instrumenty: Facebook i Twitter.
Słowa Miedwiediewa wypowiedziane we Władykaukazie świadczą o tym, że Kreml zagrożenia związane z komunikacją internetową traktuje poważnie. Już po oświadczeniu prezydenta pojawiły się pierwsze kroki w kierunku zenutralizowania potencjalnych niebezpieczeństw związanych z cyberprzestrzenią. Zgodnie z podziałem ról, jaki się dokonał w moskiewskich elitach władzy, odpowiedź idzie dwukierunkowo. Tak zwani siłowicy stawiają na zwiększenie administracyjnej kontroli nad internetem, natomiast administracja prezydenta na przechwycenie tego medium.
Zarówno Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, jak i Federalna Służba Bezpieczeństwa posiadają specjalne jednostki zajmujące się działalnością w internecie. Manifestacją ich siły był swego czasu choćby zmasowany cyberatak na estońskie insytytucje państwowe przeprowadzony z rosyjskich serwerów. Reakcją MSW i FSB na ostatnie wydarzenia w Tunezji i Egipcie stał się projekt poprawki do kodeksu karnego przerzucający pełną odpowiedzialność karną za treści zamieszczane w cyberprzestrzeni (nawet przez anonimowych komentatorów czy uczestników forów) na właścicieli stron, witryn czy portali internetowych. Projekt ten, zdaniem specjalistów, ma zmusić owych właścicieli, aby możliwość wypisywania własnych komentarzy dali tylko tym internautom, którzy podpiszą wcześniej odpowiednią umowę - ofertę. Zgodnie z tą umową to indywidualny użytkownik internetu będzie brał na siebie pełną odpowiedzialność za własne wpisy. Trudno natomiast wyobrazić sobie tego typu dokument bez ujawnienia danych osobowych. Warunkiem aktywnego uczestnictwa w internecie ma więc stać się rezygnacja z anonimowości. I o to chodzi pomysłodawcom projektu ze struktur siłowych: o szybkie namierzenie potencjalnych przeciwników.
Innej odpowiedzi udzieliły natomiast kręgi związane ze środowiskiem administracji prezydenta Miedwiediewa. Dwa tygodnie temu Aleksiej Czadajew, jeden z czołowych polityków „Jednej Rosji“, czyli partii władzy, oświadczył, że już najbliższa kampania wyborcza do Dumy Państwowej w 2011 roku rozstrzygnie się w nie mniejszym stopniu w internecie, co w tradycyjnych środkach masowego przekazu. Czadajew wie, co mówi, gdyż przygotowywał się do tej chwili od dawna. To właśnie on kilka lat temu zainicjował stworzenie Kremlowskiej Szkoły Blogerów. Dzięki temu w rosyjskiej sieci pojawiła się cała armia internautów, których „spontaniczne“ wpisy są w stanie nadać ton wielu debatom lub całkowicie zdominować dyskusje. Wspierają ich aktywnie stypendyści Funduszu Efektywnej Polityki kremlowskiego technologa politycznego Gleba Pawłowskiego. To oni tworzą „opinię publiczną“, to oni stanowią głos „większości“. Głos niezmiennie skandujący dwa nazwiska: Władimira Putina i Dmitrija Miedwiediewa.
Rosyjska władza przygotowuje się więc poważnie na egipski scenariusz wykorzystania internetu. Czy więc dysydenci, z jednej strony poddawani administracyjnej kontroli przez siłowików, z drugiej zaś zagłuszani i zdominowani przez prokremlowskich blogerów, będą potrafili wykorzystać cyberprzestrzeń do swoich celów?
Grzegorz Górny
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

