Co oznacza zmiana lokalizacji centrali Instytutu Pamięci Narodowej przy ul. Towarowej 28 w Warszawie?

 

- Przeprowadzka byłaby zabójstwem dla Instytutu. Problem polega na tym, że aby przenieść taką instytucję to potrzebne są nie tylko duże pieniądze ale i czas na zabezpieczenia, powolne procedury, przetargi i wszystko w dziedzinie bezpieczeństwa musi być potem akceptowane i certyfikowane przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. To trwałoby lata i wymagało dziesiątek milionów złotych.

 

Na Towarowej mieszczą się przecież ważne archiwa, ściśle tajne ewidencje...

 

- Nie chcę wchodzi tutaj w pewne tajemnice, ale są systemy teleinformatyczne z materiałami ściśle tajnymi, danymi ewidencyjnymi i wymagające specjalnych zabezpieczeń od strony cyfrowej czy podsłuchu. Ewidencji do dokumentów ściśle tajnych nie można sobie wziąć, zgrać na komputer i wynieść w kieszeni. To musi być przewożone z uzbrojonym konwojem, stworzenia wcześniej bezpiecznych warunków instalacji itp. A więc znowu: czas i pieniądze. Nawet jeśli byłaby nowa siedziba i pieniądze, w co przy obecnym stosunku do IPN rządzących może okazać się iluzją, to i tak może to być kilkuletni paraliż.

 

A od waszej pracy w IPN są uzależnione przecież inne instytucje.

 

- Tak, instytucje państwowe jak np. ABW, która wydaje certyfikaty bezpieczeństwa dla urzędników państwowych, którzy mają dostęp do informacji niejawnych. Instytucje państwowe prowadzą przecież nabory, ostatnio jest duża fluktuacja kadr w ABW. Służby nie mogą zatrudnić kogoś bez sprawdzenia jego przeszłości w archiwum, czy ktoś nie był pracownikiem SB. Służby muszą wiedzieć komu powierza się tajemnice państwowe, kogo zatrudnia się na odpowiedzialnych stanowiskach. Ludzi trzeba sprawdzać, także w archiwach IPN, wydawać im sposobne zezwolenia przed powierzeniem im tajemnic państwowych. Konieczność przeprowadzki IPN to po prostu paraliż państwa, w tym także utrudnienia dla normalnej działalności wywiadowczej i kontrwywiadowczej służb specjalnych. Zamknięcie IPN to zagrożenie dla elementarnych interesów narodowych. 

 

Czy władza chce przez takie działania „ugotować” IPN?

 

- Nie ma co zwalać tutaj winy na poprzedników, bo chodzi tutaj o przestrzeń ostatnich dwóch lat i sprzedaż pakietu kontrolnego Ruch-u. Pakiet kontrolny Ruch-u do niedawna należał przecież do skarbu państwa i można było ten budynek wyłączyć czy też wykupić. Nie sposób w zachowaniu niektórych polityków nie dostrzec swoistego chadenfreude  (przyjemność czerpana z czyjegoś nieszczęściaprzyp. JW) mniej lub bardziej głośno - zapowiadanej przecież w przeszłości - zemsty za niezależność IPN. Oprócz politycznego kontekstu jest to wielka bezmyślność i brak zainteresowania rządzących elementarnymi sprawami państwa. Te zaniedbania będą kosztowały dziesiątki milionów złotych, a w szerszym wymiarze, intelektualnym czy bezpieczeństwa, mogą kosztować znacznie więcej. To jest dowód degrengolady klasy politycznej i rozkładu państwa.

 

Rozmawiał Jarosław Wróblewski