Fronda.pl: Co się dzieje ze śledztwem w sprawie wyjaśnienia afery hazardowej? Czy najnowsza decyzja prokuratury w tej sprawie nie budzi zdumienia?
Cezary Gmyz: Sposób wyjaśniania afery hazardowej budzi zdumienie, bo komisja sejmowa pod przewodnictwem Mirosława Sekuły, osoby z ugrupowania rządzącego, do niczego nie doszła, czyli de facto uznała, że afery hazardowej nie było. Trudno się dziwić, że w tej sytuacji prokuratura, chociaż formalnie niezależna, boi się „wychylać” i stwierdza, że przestępstwa „przeciekowego” nie było, gdyż trudno jest je udowodnić. Można oczywiście mówić, że udowodnienie tego przestępstwa jest rzeczywiście bardzo trudne, bo przecieki w końcu nie odbywają się przy pomocy mediów tylko w zaciszu gabinetów i raczej informacje takie nie „ciekną” przez telefon a częściej w cztery oczy. Natomiast fakt, że w pewnym momencie Ryszard Sobiesiak poczuł się mocno zaniepokojony, fakt, że doszło do tajemniczego spotkania Zbigniewa Chlebowskiego na cmentarzu, powoduje podejrzenia, że ci ludzie mieli się czego obawiać i przypuszczalnie byli przez kogoś ostrzeżeni. Gdybym był na miejscu prokuratora to raczej nie ryzykowałbym tezy, że przestępstwa w ogóle nie było, tylko że raczej nie wykryto sprawcy.
Mariusz Kamiński, ówczesny szef CBA, powiadomił o aferze premiera Tuska, a dwa tygodnie później biznesmeni zorientowali się, że są podsłuchiwani. Kamiński skłaniał się do wersji, że sygnał o akcji CBA dotarł do biznesmenów z gabinetu premiera…
Nie ulega wątpliwości, że zachowanie głównych bohaterów afery hazardowej świadczy o tym, że w pewnym momencie powzięli oni wiedzę o tym, iż sprawa nie jest już tylko ich tajemnicą. Słynne nagranie, w którym jeden z nich mówi, że „tam KGB, CBA” i wycofuje swą córkę ze starań o stanowisko w Totalizatorze Sportowym, może świadczyć o tym, iż do przecieku jednak doszło. Natomiast powtarzam, udowodnienie tego przecieku w sposób procesowy i skazanie za to kogoś jest bardzo trudne, gdyż obracamy się w sferze poszlak, a nie twardych dowodów. Prokurator, aby iść do sądu z aktem oskarżenia, musiałby udowodnić, że ten łańcuch poszlak zamyka się w logiczną całość, a w tym przypadku byłoby to trudne do udowodnienia. Oczywiście można by domniemywać, że premier Tusk mógł powiedzieć coś o tym Drzewieckiemu, ale twardych dowodów na to nie zdobędzie się zapewne nigdy. Chyba żeby rozmowy premiera prowadzone w jego gabinecie były nagrywane, ale tego nie wiemy, pozostaje to tajemnicą.
Na miejscu prokuratora dążyłbym zatem do wykrycia sprawców, gdyż fakt, że w pewnym momencie zachowania Sobiesiaka i Chlebowskiego wskazują na to, iż dowiedzieli się o akcji prowadzonej przez CBA, jest wysoce prawdopodobny.
Czy cała sprawa afery hazardowej jest już w zasadzie zakończona? Sprawie „ukręcono łeb”?
Moim zdaniem z afery hazardowej na obecnym etapie postępowania rzeczywiście nic już nie będzie, dlatego, że jasne wskazanie co do tego, jak ta afera ma być opracowywana, dała komisja sejmowa. Formalnie prokuratura od komisji sejmowej jest niezależna, ale ciężko się spodziewać, że szeregowy prokurator będzie się chciał sprzeciwiać osobom tak wpływowym jak czołowi parlamentarzyści. Wielokrotnie od czasu ujawnienia tej afery słyszeliśmy, że nie ma żadnej afery, a każdy, kto widział stenogramy tych rozmów, mógł wyrobić sobie wrażenie, iż doszło co najmniej do podejrzanych kontaktów biznesmenów z polskimi parlamentarzystami, kontaktów, które miały na celu opracowywanie korzystnego dla biznesmenów projektu ustawy. To jest rzecz, która budzi najwyższy niepokój, zwłaszcza że to nie jest pierwsza tego typu afera. Pierwsza tego typu afera na szczęście skończyła się aktem oskarżenia, chociaż też nigdy nie została do końca wyjaśniona. Mam tu na myśli oczywiście aferę Rywina, gdzie przecież chodziło o pisanie ustawy. W przypadku afery hazardowej wydaje się, że z jednej strony zabrakło woli do jej wyjaśnienia, a z drugiej strony brakuje również determinacji prokuratury, aby aferę tę badać.
W przypadku komisji ds. afery hazardowej mieliśmy do czynienia z brutalnym przegłosowywaniem przez większość rządzącą opozycji; opozycji, która była marginalizowana w toku posiedzenia tej komisji a jej wnioski nie mogły się przebić. Mamy do czynienia z licznymi zaniechaniami, jak choćby sprawdzaniem billingów telefonicznych między czołowymi osobami – wiemy, że komisja nie dysponowała tymi billingami. Bez tych billingów, bez wyjaśnienia częstotliwości kontaktowania się czołowych osób w kluczowych dniach afery, wyjaśnienie wątku przeciekowego jest rzeczą niemożliwą. Tutaj widać po prostu, że były poczynione liczne zaniedbania. Części numerów telefonów osób, które były wymieniane w związku z aferą, kancelaria premiera po prostu odmówiła podania. Szef kancelarii twierdził wręcz, że nie dysponuje prywatnym numerem komórki premiera Tuska… Prokuratura wzięła to wszystko za dobrą monetę i dalej już tego nie sprawdzała. Tę zdumiewającą informację, że szef gabinetu nie dysponuje telefonem do premiera, ujawniła swego czasu „Rzeczpospolita”.
Czyli ekipie rządzącej się w tym przypadku "upiekło"?
O ile po wybuchu afery hazardowej wydawało się, że poważnie nadweręży ona wizerunek Platformy, o tyle działania osłonowe w postaci działań piarowskich, prowadzonych pod hasłem „Polacy, nic się nie stało” dały rezultat, mimo że wówczas do dymisji podano siedem osób. Zresztą część z nich wróciła, choćby obecny rzecznik rządu Paweł Graś, część znalazła się na bardzo dobrych stanowiskach, jak choćby Sławomir Nowak. Coraz częściej widzimy też pojawiającego się w roli ofiary Zbigniewa Chlebowskiego czy także Mirosława Drzewieckiego, który wrócił do tego „dzikiego kraju” i ponownie zaczyna piąć się po szczeblach kariery.
Rozmawiał Robert Jankowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

