Cezary Gmyz, dziennikarz "Rzeczpospolitej":
Uważam, że jak najbardziej słuszny jest postulat, aby ujawnić całość dokumentacji zgromadzonej przez prokuraturę w toku tego śledztwa, dlatego że tak długo, jak to będzie objęte tajemnicą, nie będzie można samemu sobie wyrobić zdania na temat charakterów związków, jakie łączyły Sobiesiaka z politykami Platformy Obywatelskiej. My znamy do tej pory tylko wycinek materiału dowodowego, to, co opublikowały media, natomiast nie wiemy, co zeznawali w prokuraturze główni bohaterowie tej afery. Nie znamy również całości stenogramów z podsłuchów i dopóki nie poznamy tych materiałów, ocena decyzji prokuratury o tym, czy sprawę należało umorzyć czy też posłać ją do sądu, pozostanie w zawieszeniu.
Uważam, że to, co się działo na komisji śledczej poświęconej tzw. aferze hazardowej to była parodia komisji śledczej. Oddanie kierownictwa tejże komisji przedstawicielowi Platformy Obywatelskiej już na początku wskazywało, że komisja ta nie będzie służyła wyjaśnieniu prawdy, tylko tej prawdy ukryciu.
Niestety, te najgorsze podejrzenia pod adresem większości członków komisji, tych, którzy przegłosowywali rozwiązania korzystne dla PO czy korzystne dla bohaterów afery, się potwierdziły. Nie zebrano podstawowego materiału dowodowego, nie dopuszczono licznych dowodów i świadków i tak naprawdę goniono z pracami tej komisji, aby zdążyć przed wyborami parlamentarnymi.
Prace komisji jesteśmy w stanie ocenić, a wiemy, że ona też bazowała w pewnej mierze na dokumentach prokuratorskich i dla mnie jest oczywiste, że nie można powiedzieć dziś, że afery hazardowej nie było. To, co o niej wiemy, to z pewnością wiemy, iż mieliśmy do czynienia co najmniej z nagannymi praktykami ze strony parlamentarzystów Platformy. Problem polega jednak na tym, że równocześnie weszła też w życie nowa ustawa o prokuraturze, która daje jej taki stopień niezależności, że czasami jest to niezależność od zdrowego rozsądku.
Każdy, kto pamięta zalewającego się potem Zbigniewa Chlebowskiego, każdy, kto pamięta przeczołganego przez dziennikarzy Mirosława Drzewieckiego, którzy nie potrafili odpowiedzieć na podstawowe pytania o swoją rolę w tej aferze, dzisiaj musi mieć poczucie niedosytu. Myślę, że Polacy nie zaśpiewają po tej decyzji prokuratury, że „nic się nie stało”, bo to, co zobaczyliśmy w trakcie materiałów podawanych przez media, to już samo w sobie było przerażające.
Not. roja
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

