Aleksander Majewski (Fronda.pl): Sąd Najwyższy uznał, że Tomasz Turowski podając nieprawdę w oświadczeniu lustracyjnym, działał w stanie wyższej konieczności i oddalił niekorzystną dla niego kasację. Co to oznacza?
Cezary Gmyz („Do Rzeczy”): Niestety sąd nie powiedział, co oznacza sformułowanie „działał w stanie wyższej konieczności”, zwłaszcza, że nikt niogdy nie zweryfikował tej informacji. Linia obrony Turowskiego polegała na przekonywaniu, że po odejściu z wywiadu na emeryturę, miał kontynuować działalność szpiegowską i prowadzić jakichś agentów na terenie Rosji. Tyle, że nikt nigdy tej informacji nie sprawdził, na czele z Sądem Najwyższym, który po prostu uwierzył na słowo wieloletniemu komunistycznemu szpiegowi, co wydaje się po prostu skandalem.
Wiem, że udało się Panu zamienić kilka słów z Turowskim na sądowym korytarzu. Jak wyglądało to spotkanie?
Po zakończeniu odczytywania postanowienia Sądu Najwyższego, po prostu podszedłem do Turowskiego i poprosiłem go o komentarz. Dziennikarz zawsze ma obowiązek skonfrontować swoją wiedzę z tym, co ma do powiedzenia druga strona, niezależnie od własnych sympatii czy antypatii. Miałem wrażenie, że Turowski po tym jak odetchnął, będzie bardziej skłonny do rozmowy (śmiech).
Może głos powinien zabrać Kościół? W końcu Turowski - w ramach swoich działań operacyjnych - wstąpił do zakonu jezuitów i szpiegował hierarchów, również w Watykanie.
Z pewnością powinno się coś z tym zrobić. Owszem, Turowski wyrządził Kościołowi niebywałe szkody, ale problem polega na tym, że część ludzi Kościoła bierze Turowskiego w obronę. W trakcie mojego procesu, jeden z jezuitów złożył oświadczenie, które jest korzystne dla Tomasza Turowskiego. Ten człowiek nadal potrafi przekonać ludzi Kościoła, że jest człowiekiem uczciwym czy też nawróconym.
Fakty nie robią na nich żadnego wrażenia?
Sprawa Turowskiego jest kłopotliwa dla ludzi Kościoła. Tomasz Turowski, jako kleryk jezuicki, przedarł się do najwyższych kręgów wtajemniczenia i czerpał wiedzę od ludzi z najbliższego otoczenia papieża, więc miał bardzo szerokie znajomości w Stolicy Apostolskiej. Być może to milczenie Kościoła ws. Tomasza Turowskiego wynika z tego, że ta sprawa jest również dla Kościoła katolickiego problematyczna.
Jednak to nie Tomasz Turowski dostaje łatkę „wichrzyciela”, który „dzieli Polaków”, tylko Cezary Gmyz. Jak odbiera Pan te ataki?
Ja po prostu piszę prawdę. Zaprzeczyłbym mojemu powołaniu, gdybym nie zajmował się podobnymi sprawami. Gdy ktoś mi mówi, że jestem „wichrzycielem” albo, że „dzielę Naród”, to przypominam, że czasu Frontu Jedności Narodu już dawno minęły. Podziały są rzeczą absolutnie normalną, a ja po prostu wykonuję ze spokojem swoją robotę.
Tajniki tej roboty zdradzi Pan w wywiadzie „Zawód: dziennikarz śledczy” (rozmawia Piotr Gociek – przyp. AM)...
Książka powinna ukazać się w tym tygodniu w księgarniach. Dzisiaj byłem gościem audycji Frondy na antenie Radia Wnet i sporo o niej mówiłem, więc teraz nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić czytelników portalu Fronda.pl do lektury.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Aleksander Majewski
