Książka „Matka Teresa. Ukryty ogień” Josepha Langforda MC (współzałożyciela Misjonarzy Miłosierdzia) nie jest typową biografią. Jeśli nie znamy życiorysu błogosławionej z Kalkuty – to z jej lektury nie poznamy ani szczegółów dotyczących jej dzieciństwa, ani okresu posługi u loretanek, ani nawet opisów losów Matki Teresy w slumsach Kalkuty. Ale wbrew pozorom nie jest to zarzut. Zamiast tego otrzymujemy bowiem potężną dawkę duchowości i wyjaśnienia, na czym opierała się siła błogosławionej, jaka była jej misja i jak rozumiała swoją służbę.

10 września – dzień natchnienia

Kluczowe dla zrozumienia misji Matki Teresy wydarzenie, o którym zresztą informują wszystkie jej biografie, zaszło 10 września 1946 roku. To tego dnia, podczas jej podróży koleją, „Bóg wszedł do duszy Matki Teresy”, a ona sama otrzymała „powtórne wezwanie, Boskie upoważnienie, aby opuścić klasztor i pójść służyć biednym w slumsach”. Tyle było wiadomo o tym wydarzeniu przez całe lata. I sama błogosławiona nie chciała mówić o nim więcej. Dopiero na kilka lat przed śmiercią zaczęła otwarcie (jak sama twierdziła, między innymi na skutek polecenia Jana Pawła II) o tym mówić. Zdarzenie to wyznacza absolutny przełom w jej (i nie tylko jej) życiu.

Co się wówczas wydarzyło? Langford nie pozostawia najmniejszych wątpliwości, że Matka Teresa otrzymała wówczas objawienie Boskiego pragnienia dusz ludzkich i polecenie, by głosiła owe pragnienie zagubionemu światu. „Matka Teresa spotkała Boga, który pragnie nas – takich jakimi jesteśmy, nawet najgorszych pośród nas; Boga, który pragnie pociągnąć nas w Swoje ramiona bez względu na nasze dawne upadki i obecną słabość” – przekonuje Langford. „Bóg nie tylko tęskni za nami. Ten, który kocha nas takimi, jacy jesteśmy, kocha nas za bardzo, aby nas zostawić takimi, jacy jesteśmy (…) Jak spragniony człowiek odda wszystko w zamian za wodę, tak Bóg chętnie odda wszystko, co posiada, i wszystko, czym jest, w zamian za nas: swoją Boskość za nasze człowieczeństwo, swoją świętość za nasz grzech, swój raj w zamian za nasz ból” – uzupełnia autor biografii.

I właśnie istnienie takiego Boga i Jego pragnienie miała głosić Matka Teresa, tak w Kalkucie, jak i na całym świecie. „Podwójne zadanie Matki Teresy polegało na ukazaniu Bożego pragnienia, zarówno przez czyny, jak i słowa. Stanowiło to część Bożego planu dla wieku pełnego zwątpienia” – zaznacza Langford.

Światło w ciemności

Bóg bowiem posłał Matkę Teresę nie po to, by była Albertem Schweitzerem w habicie, ale by była Jego światłem w ciemnościach świata. „Zaprosił ją, by rozbiła swój namiot w najmroczniejszym z miejsc, a nie by budowała szpitale czy wieżowce, lecz by jaśniała jego światłem” – wskazuje duchowny. Jej służba miała zaś pokazywać nam prawdziwe oblicze Boga, który jest dla nas w stanie zrobić wszystko, który wybiega za nami, jak pasterz w poszukiwaniu zagubionej owcy. „Biednym w Kalkucie przekazywała to doświadczenie bycia szukanym w imię Boże – nawet tak, jak ona sama była poszukiwana w pociągu do Dardżylingu. Spędziła życie, wyszukując biednych i samotnych, idąc śladami Dobrego Pasterza, kojąc rany ciała i duszy” – zaznacza Langford.

A to oznacza, że w jakimś stopniu stała się ona ikoną Dobrego Pasterza, czy wręcz – by posłużyć się terminologią często stosowaną przez prawosławnych – Boga szalonego z miłości do swojego stworzenia. I ta ikoniczna intuicja jest także zbieżna z duchem wschodniego chrześcijaństwa, które przypomina, że choć nie można napisać ikony Ducha Świętego, to taką ikoną jest w istocie każda ikona świętego. Tam bowiem widzimy, co Bóg, co Duch Święty może zrobić z człowiekiem. I taką ikoną Miłosiernego Boga, Boga pragnącego człowieka, Boga „szalonego z miłości do człowieka” była właśnie dla naszego wieku Matka Teresa.

O. Joseph Langford MC

Jej zadaniem było przekazać nam – głównie własnym życiem, ale także słowem – że „Boże pragnienie jest (…) jednostkowe i indywidualne”. „Jeśli Boża tęsknota za nami jest indywidualna, oznacza to, że nasze miejsce w Jego sercu nie może być zajęte przez kogoś innego. Nikt inny nie może za nas zaspokoić Bożego pragnienia miłości. Nikt inny nie może zaspokoić Bożego pragnienia względem mnie – tak jak żadna ilość kawy nie zaspokoi mojego pragnienia herbaty” – podkreśla Langford.

Ciemność dla światłości

Dla głoszenia tych prawd ogromne znaczenie miała osobista sytuacja Matki Teresy, która, jak już obecnie wiadomo, przez całe dziesięciolecia przeżywała „ciemną noc miłości”, całkowitą nieobecność odczuwanej obecności Boga w swoim życiu. „Ciemność jest taka ciemna – opisywała własny stan swemu kierownikowi duchowemu (listy te zostały opublikowane po polsku w książce „Pójdź, bądź moim światłem. Prywatne pisma «Świętej z Kalkuty»”) – a ja jestem sama. – Niechciana, opuszczona. Samotność serca, które pragnie miłości, jest nie do zniesienia. – Gdzie jest moja wiara? – Nawet tam głęboko, w samym wnętrzu, nie ma nic prócz pustki i ciemności”. A w innym liście, kilka lat później, uzupełniała te słowa po tym, gdy traciła nawet zdolność do mówienia innym o swoim stanie. „Samotność jest tak ogromna. – Wewnątrz ani na zewnątrz nie mam nikogo, do kogo mogę się zwrócić. – On zabrał mi pomoc nie tylko duchową – ale nawet ludzką. Nie potrafię z nikim porozmawiać, a nawet jeśli to zrobię – nic nie wchodzi do mojej duszy (...) – Jeśli piekło istnieje – to musi to być to. Jak strasznie być bez Boga – nie ma modlitwy – nie ma wiary – nie ma miłości”...

Zdaniem Langforda to doświadczenie także miało głęboki sens. Dzięki niemu bowiem Matka Teresa doświadczyła w całej pełni „bólu” powierzonego jej ludu. „Chociaż jej ciemność była bolesna, to jednak ubodzy byli pogrążeni w prawdziwej nocy, ciemności drążącej wiarę. W czasach Matki Teresy miliony ludzi żyjących na ulicach Kalkuty wydawało ostatnie tchnienie w kurzu wzbijanym przez mijających ich stopy. Przez całe życie byli pozbawieni jakiegokolwiek dowodu Bożej miłości. Ta tragedia nie była dziełem Bożym, lecz ludzkim – ale raniła serce nie człowieka, lecz Boga. Taki był najgłębszy sens ciemnej nocy Matki Teresy, znoszonej w imię Boga oraz biednych” – zaznacza autor jej biografii.

Wezwanie do nawrócenia

Nie zrozumiałby książki Langforda ten, kto widziałby w niej jednak tylko interesujące rozważania teologiczne czy hagiograficzne. Duchowy uczeń Matki Teresy, założyciel zgromadzenia kapłanów żyjących jej charyzmatem, chce bowiem nie tyle spopularyzować myśli błogosławionej z Kalkuty, ile zaapelować do wszystkich czytelników o nawrócenie, o zaspokojenie pragnienia Boga własnym życiem. I dlatego w całej książce rozsiane są wskazówki ukazujące, jak się nawrócić, jak nauczyć się modlić i wreszcie, jak służyć Bogu i ludziom, nie gdzieś daleko, ale tuż obok. We własnym domu, klasztorze czy miejscu pracy. Ale żeby to zrobić trzeba zrozumieć, że Bóg „tęskni za czymś znaczenie większym niż skrawki naszego życia, sześćdziesiąt minut mszy każdej niedzieli czy odrobinę więcej. On pragnie wziąć całe nasze życie – naszą pracę, cierpienie, nadzieje, nawet nasze grzechy”… Zrozumienie tego ma moc przemiany życia. I właśnie po to, by ludzie nawracali się do Boga Langford napisał swoją książkę.

Rafał Serafinowicz

J. Langford MC, Matka Teresa. Ukryty ogień, tłum. P. Chołda, Wydawnictwo Znak, Kraków 2010.

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »