Jednostki Sanepidu w poszczególnych województwach idą w swoich postulatach jeszcze dalej. Powiatowa stacja sanitarno-epidemiologiczna w Lublinie apeluje, żeby zakatarzeni wierni zostawali w domu zamiast uczestniczyć w Mszy Świętej. Szef lubelskiego Sanepidu, Paweł Policzkiewicz, przypomina, że grypa rozprzestrzenia się drogą kropelkową. A w kościołach pełno kichających osób, nie trudno o złapanie wirusa.
Krystian Kościów, szef Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Opolu, żali się, że na wystosowane przez niego pismo kuria nawet nie odpowiedziała. Apelował w nim do księży, aby usunęli z kościelnych przedsionków kropielnice z wodą, którą wierni żegnają się przed wejściem do kościoła. Proponował również, aby znak pokoju przekazywać sobie przez skinienie głową, a nie podając rękę, jak do tej pory. Kościów przypomina, że wirus grypy także łatwo może rozprzestrzeniać się na dłoniach kapłana rozdającego komunię i dotykającego ust wiernych.
Sekretarz opolskiej kurii ks. Joachim Kobienia odpowiadając na apele Sanepidu podkreśla, że sposób przyjmowania komunii jest indywidualną sprawą wiernych. Dodaje także, że opróżnianie wody z kropielnic nie ma sensu, gdyż wierni wchodząc do kościoła czynią znak krzyża na pamiątkę chrztu świętego i sami mogą zdecydować, czy będą robić to z wodą czy bez. Podobnie ma się sprawa z przekazywaniem znaku pokoju. Spotykając się z innymi ludźmi w kinie, restauracji czy jakimkolwiek innym miejscu, podajemy sobie dłonie na powitanie, więc czemu miałoby to być przeszkodą w kościele? - Moim zdaniem apel sanepidu to tworzenie niepotrzebnego nastroju paniki – kwituje ks. Kobienia.
eMBe/gazeta.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

