Fronda.pl: Rok 2011 zaczęliśmy od podwyżki VATu, coraz głośniej mówi się o kryzysie ekonomicznym i jego złych skutkach dla Polski. Można by pomyśleć, że to dobry start dla parlamentarnej opozycji.
Dr Zbigniew Girzyński, poseł PiS: To przede wszystkim zły początek roku dla Polski. Na kraj trzeba patrzeć nie przez pryzmat opozycji, czy partii rządzących, ale przez pryzmat jej interesu narodowego. Podwyżki podatków zawsze bardzo negatywnie odbijają się na stanie gospodarki. Nawet niewielka wiedza ekonomiczna wystarczy, by wiedzieć, że będzie to powodowało negatywne tendencje w gospodarce w bieżącym roku. Dojdzie do spowolnienia lub wręcz zahamowania rozwoju gospodarki. To spowoduje zmniejszenie konkurencyjności polskich produktów na rynkach europejskich, obniży realne dochody przeciętnego Polaka i zmniejszy zdolności konsumpcyjne społeczeństwa. To odbije się na kondycji rodzin oraz zasilanej przez nie gospodarki.
Ale jednak otwiera się przez PiSem nowe pole krytyki rządzących...
Prawo i Sprawiedliwość oczywiście będzie krytykowało rząd za obecny stan gospodarki oraz negatywne zmiany. Jednak bynajmniej nie cieszymy się z tego, ponieważ to oznacza kłopoty dla Polski, Polaków, również dla nas. Rząd rządzi i decyduje o całym kraju. Cała Polska ponosi negatywne konsekwencje obecnych rządów. Zamierzamy więc wskazywać i krytykować błędy władz. Jednak na pewno nie cieszymy się ze złej sytuacji kraju. To bardzo duża strata dla Polski.
Jak Pan ocenia swobodę działalności politycznej? Wasza krytyka będzie ograniczana?
Nie widzę większych zmian w kwestii poziomu demokracji na przestrzeni ostatnich trzech lat. Mamy jednak do czynienia ze znaczącym zachwianiem standardów w polskim parlamencie. Wprowadzone zostały bardzo niekorzystne dla opozycji zmiany w regulaminie Sejmu. W praktyce marszałkowie jeszcze pomniejszają prawa opozycji . Największe zasługi w tej kwestii miał Bronisław Komorowski, który przepisy stosował wybiórczo, by szkodzić naszej partii. Po trzech latach rządów partii Donalda Tuska mamy do czynienia z niższymi standardami niż w momencie przekazywania przez PiS władzy w 2007 roku.
Czy jakiś wpływ na życie polityczne Pana zdaniem wywrze partia Polska Jest Najważniejsza?
Nie rokowałbym z tego powodu większych zmian na scenie politycznej. Jest to koncesjonowane stronnictwo stworzone pod kuratelą marszałka Sejmu Grzegorza Schetyny. Nie jest tajemnicą, że chce on przystąpić do walki z Donaldem Tuskiem o przywództwo w Platformie Obywatelskiej oraz ewentualnie o fotel premiera po następnych wyborach. Platforma zakłada – moim zdaniem błędnie, że wybory te wygra. Tusk i Schetyna dokonali ruchów na scenie politycznej, które mają ułatwić każdemu z nich zdobycie funkcji szefa rządu. Donald Tusk doprowadził do powstania partii Janusza Palikota, która ma zabezpieczać jego interesy po lewej stronie i domagać się stanowiska premiera dla Tuska. Grzegorz Schetyna dokonał podobnego ruchu na prawej stronie, wspierając powstanie klubu PJN. To środowisko – gdyby mu się udało – ma się domagać teki premiera dla Schetyny. Uważam, że obie koncepcje zawiodą, że oba ugrupowania nie będą miały dobrego wyniku wyborczego i nie przekroczą progu. Mam nadzieję, że PO po tych wyborach będzie musiała zasiąść w ławach opozycji.
Odejście polityków PiS, którzy tworzą obecnie PJN, było przedstawiane jako odejście liberalnego skrzydła partii. Jakim ugrupowaniem jest więc obecnie Prawo i Sprawiedliwość?
Mówienie o tym, że z naszego ugrupowania odchodzi liberalne skrzydło, to tworzenie mitów. Wśród tych, którzy odeszli, jest przecież m.in. Wojciech Mojzesowicz, były polityk Samoobrony. Nie wiem co on miał kiedykolwiek wspólnego z liberalizmem. Są tam również tacy politycy jak Filip Libicki, czy Jacek Tomczak, którzy wyrośli z ZChN. Też nijak nie można ich wiązać ze skrzydłem liberalnym. Mówienie o odejściu skrzydła liberalnego to jest przekaz, który środowisko Grzegorza Schetyny stara się zaaplikować opinii publicznej, żeby osłabić PiS.
Nasza partia jest formacją wielonurtową. Oczywiście centroprawicową. Trudno dopatrzeć się w niej jakiegoś nurtu socjaldemokratycznego. Widoczny jest silny nurt konserwatywno-liberalny, prorynkowy i prorozwojowy oraz tradycyjnie nastawiony do kwestii obyczajowych i społecznych. Nurt taki jest widoczny w partiach konserwatywnych na całym świecie.
Wielu komentatorów i dziennikarzy konserwatywnych zarzuca PiSowi marginalizowanie wartości katolickich w działalności partii. Jak by się Pan do tego odniósł?
Myślę, że takie opinie mają mało wspólnego z rzeczywistością. Biorąc pod uwagę warunki, w jakich powstawał PiS – a przypomnijmy, że na prawo od nas istniała jeszcze wtedy Liga Polskich Rodzin – dzisiaj nurt prezentujący wartości chrześcijańskie jest w naszej partii silniejszy niż na początku.
Jego obecność jest widoczna w działaniach partii?
W każdych sprawach, w których kwestie chrześcijaństwa stawały na forum parlamentu, PiS zawsze opowiadało się za pogłębianiem przywiązania Polski do tego systemu wartości. W wielu przypadkach taka działalność była inspirowana właśnie przez naszych posłów.
Proszę sobie przypomnieć nasze jednoznaczne stanowisko kiedy do Polski dotarły wiadomości o prześladowaniu chrześcijan w Indiach. Platforma Obywatelska próbowała za wszelką cenę sprawę tę marginalizować. To właśnie politycy PiS konsekwentnie doprowadzili do tego, że na forum całego parlamentu przyjęta została stosowana uchwała dot. mordów w Indiach. Gdy do parlamentu kierowane były projekty ustaw obywatelskich, które konstytuowały sprawy przywiązania do wartości chrześcijańskich, to Prawo i Sprawiedliwość konsekwentnie się za nimi opowiadało. To również PiS doprowadziło do tego, że Karty Praw Podstawowych w Polsce nie obowiązuje. Mówienie, że marginalizujemy sprawy wartości chrześcijańskich, jest nieuprawnione.
W Pana odczuciu jest w Polsce miejsce na partię skupioną tylko wokół wartości katolickich?
Myślę, że nie ma przestrzeni publicznej – także w związku z funkcjonującym prawem wyborczym w Polsce, która stwarzałaby istotną szansę na sukces dla ugrupowania, które całą swoją energię polityczną poświęcałoby tylko i wyłącznie kwestiom światopoglądowym. Odnosi się to w moim odczuciu zarówno do prawej, jak i lewej strony sceny politycznej. Dla Polaków sprawy światopoglądowe są ważne, albo nawet bardzo ważne, ale wyborcy chcą, by ugrupowania interesowały się także innymi kwestiami, takimi jak sprawy społeczne, gospodarcze, infrastrukturalne. Zawężanie działalności tylko do spraw światopoglądowych oznaczałoby dla każdego ugrupowania marginalizację. Z punktu widzenia pragmatyki politycznej jest to rozwiązanie błędne, ponieważ wyklucza możliwość realizacji programu.
Niezbyt dociekliwi obserwatorzy polskiej sceny politycznej mogą dojść do wniosku, że PiS zajmuje się głównie katastrofą smoleńską. Czy Pana partia jest gotowa do przejęcia władzy w Polsce?
Jak najbardziej. Cały czas funkcjonuje Zespół Pracy Państwowej, który jest zapleczem eksperckim naszej partii. Zajmuje się on monitorowaniem wszystkich obszarów życia publicznego, w szczególności tych podporządkowanych premierowi i Radzie Ministrów. W takim dużym uproszczeniu można powiedzieć, że jest to coś na kształt gabinetu cieni. Ta grupa funkcjonuje w naszej partii od dawna, obecnie jej działalność ulega wzmocnieniu. Czeka nas bowiem rok wyborczy, więc przygotowujemy się do operacji przejęcia władzy. Mam nadzieję, że będziemy to obserwować po najbliższych wyborach parlamentarnych.
Oczywiście w obrębie spraw, którymi się zajmujemy, jest kwestia wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Zajmują się nią przecież również instytucje rządowe i państwowe. One też zabierają w tej sprawie głos. Niestety często w sposób nie rokujący nadziei, że coś dobrego z tego wyniknie. PiS nie lekceważy żadnej sprawy, także tej.
Nasi przeciwnicy polityczni starają się stworzyć wrażenie, że nas interesuje tylko sprawa Smoleńska. Ona nas interesuje, ale jest to jedna ze sfer naszej aktywności. Nie zmniejsza to naszego zainteresowania innymi kwestiami. Przecież katastrofa smoleńska była również skutkiem ogólnego osłabienia państwa, braku koordynacji instytucji państwowych. Z tym wszystkim stykamy się za rządów PO na każdym kroku. Mamy obecnie do czynienia ze sprawami, dotychczas nie obserwowanymi w państwie. Platforma nie była w stanie nawet dopilnować zmiany rozkłady jazdy pociągów, co doprowadziło do ogromnego chaosu.
Sondaże poparcia społecznego pokazują, że po wszystkich wydarzeniach, które miały miejsce w 2010 roku, Polacy wciąż popierają Platformę Obywatelską. Skąd w Panu nadzieja, że PiS wróci do władzy?
Ta nadzieja przyjdzie wraz z tegorocznymi wyborami parlamentarnymi. Kiedyś Polacy też bardzo długo popierali AWS, a potem SLD. Partie te znienacka stoczyły się w niebyt polityczny, czy stały się zupełnie marginalne. AWS się rozpadł, Sojusz do dziś nie może się podnieść po ciosie z 2005 roku.
Przecież politycy Platformy Obywatelskiej to są ludzie, którzy kiedyś rządzili Polską, w latach 1997-2001, w okresie rządu Buzka. Wówczas politycy ci przyjęli taką koncepcję działania – najpierw wprowadzamy reformy, a potem na ich bazie ugruntujemy sobie silną pozycję polityczną. Reformy okazały się jednak zgubne, a nie świetne, co spowodowało potworne problemy tego środowiska. Ci sami ludzie, gdy doszli obecnie do władzy, postąpili diametralnie inaczej. Najpierw przez trzy lata nic nie robili, "bujali się" konsumując sukces gospodarczy i pozytywne rozwiązania wprowadzone za rządów PiS. Następnie, jak już nie dało się dalej funkcjonować w ten sposób, postanowili przeprowadzać reformy w obszarze, który już raz kiedyś popsuli.
Co ma Pan na myśli?
Mówię o Otwartych Funduszach Emerytalnych. Obecnie Platforma Obywatelska bardzo je krytykuje. Jednak należy przypomnieć, że to rząd Jerzego Buzka wprowadził ten system. To przecież ci sami ludzie. I oni teraz to wszystko dekomponują. De facto wracają do starego sposobu wypłacania emerytur.
Te zmiany powodować będą ogromne, nieprzewidywalne skutki gospodarcze. Pieniądze z OFE funkcjonowały przecież w obrocie finansowym, w tym na giełdzie. Ich wycofanie spowoduje dla gospodarki skutki, których obecnie nikt nie jest w stanie przewidzieć. Podejmowanie takich ruchów w chwili obecnej spowoduje ogromne perturbacje na rynkach finansowych. Myślę, że wybory jesienne mogą się okazać dla PO bardzo dużym, nieprzyjemnym zaskoczeniem.
Warto przejmować władzę w takim momencie, gdy kraj jest w złym stanie? PiSowi się to chyba nie opłaca? Czy to nie jest pułapka?
Z punktu widzenia interesu politycznego Prawa i Sprawiedliwości przejmowanie władzy w państwie, które jest na krawędzi katastrofy, w stanie ruiny, do której doprowadza PO, nie byłoby korzystne. Jest to niekorzystne dla naszego ugrupowania, ale korzystne dla Polski. Polskę trzeba wyrwać z rąk grupy polityków niekompetentnych, którzy nie chcą przeprowadzać niezbędnych w Polsce reform i w dużej mierze są zwykłymi nieudacznikami. Na dobrą sprawę głównym problemem Platformy Obywatelskiej nie jest to, że jej środowisko zawodziło w kwestii uczciwości i przejrzystości. Głównym problemem partii rządzącej dziś Polską jest to, że są w niej zwykli nieudacznicy. Oni, jak dochodzą do władzy, zawsze uderzają w gospodarkę i ją doprowadzają do katastrofy. Stefan Niesiołowski w 2001 roku mówił w wywiadzie, że jak liberałowie dochodzą do władzy, to zawsze doprowadzają kraj do ekonomicznej zapaści, bo się na tym nie znają. Rzadko się zgadzam z tym panem, ale wtedy miał rzeczywiście racje. Obecnie chyba zmienił zdanie, ale to częsty przypadek u niego...
Jeśli uda Wam się wygrać wybory będziecie mieli jakąś zdolność koalicyjną?
Myślę, że tak. Mówienie, że PiS nie ma zdolności koalicyjnej, to kolejny mit, który się tworzy w przestrzeni publicznej. W wielu samorządach dochodzi do zawiązania przez nas koalicji. Po gorączce wyborczej przychodzi moment, w którym trzeba usiąść przy stole i zastanowić się, co jest dla Polski najlepszym rozwiązaniem. Gdy zajdzie taka konieczność, Prawo i Sprawiedliwości do takiego stołu zasiądzie. Będziemy rozmawiali z każdym, ponieważ Polska jest dziś na progu katastrofy, do której nas prowadzi ten rząd. Co więcej, pędząc samochodem w stronę przepaści twierdzi on, że wszystko jest rewelacyjnie. Trzeba tego kierowcę przesadzić na tylne siedzenie, ponieważ Polska jest dla nas wszystkich dobrem najwyższym. Nie możemy doprowadzić do tego, żeby działo się w niej źle.
Widzi Pan szanse również na rozmowy koalicyjne z Platformą Obywatelską?
Są w PO politycy, którzy dostrzegają problemy Polski. Oni są oczywiście na marginesie tej partii, często głośno boją się mówić o swoich obawach. Ale w rozmowach kuluarowych zaznaczają, że te problemy trzeba rozwiązać. Oni też mają swoje dzieci, mają wnuki i chcą, by one dorastały w silnym i dobrze funkcjonującym państwie. Dostrzegam i w Platformie ludzi, którzy są na taki dialog otwarci. Nie są to ludzie dominujący w tej partii, ale oni już przecież zmieniali barwy, partie. Nikt nie powiedział, że Platforma musi funkcjonować w tej formule dalej. Tym, co obecnie cementuje tę partię, jest władza. Jak jej zabraknie, PO prawdopodobnie rozleci się z większym hukiem niż kiedyś AWS.
W debacie publicznej pojawia się często opinia, że konflikt polityczny w Polsce jest jałowy. Ma Pan świadomość tej jałowości?
To jest absolutna nieprawda. Próbuje się wmówić opinii publicznej, że ten konflikt jest jałowy, ponieważ to działa na korzyść rządzących. Ten konflikt nie jest jałowy, on dotyczy sprawy fundamentalnej – wizji funkcjonowania państwa. Prawo i Sprawiedliwości podkreśla z całą mocą, że państwo musi być silne, musi mieć zasadniczy wpływ w kwestiach bezpieczeństwa. Wówczas może stworzyć ekonomiczne warunki, by prywatna inicjatywa to państwo rozwijała, poprzez swój potencjał intelektualny, ekonomiczny, gospodarczy. To jest nasza wizja państwa.
Wizja Platformy Obywatelskiej, choć trudno mówić w ogóle o jakiejkolwiek wizji tego środowiska, polega na osłabianiu struktur państwa, przerzucaniu odpowiedzialności na każdą instytucję, która się do tego nada – Unia Europejska, samorząd, organizacje pozarządowe – byle tylko nie ponosić żadnej odpowiedzialności. To było widać w momencie reformy prokuratury.
Nasza partia się z taką wizją nie zgadza. Uważamy, że to osłabia państwo. A słabe państwo w dzisiejszych warunkach, w dobie silnej integracji globalnej, nie wytrzyma. Ono jest skazane na porażkę. I to jest zasadnicza oś sporu w Polsce. Jeśli ktoś nie chce, żeby to państwo było silne, żeby stwarzało silny fundament do tego, żeby Polacy je rozwijali swoją pracowitością, innowacyjnością, wykształceniem, chęcią dorobienia się, to oczywiście będzie wmawiał Polakom, że spór w kraju jest jałowy, a politykę należy zostawić Platformie. Tyle tylko, że wtedy państwo będzie słabe. W błotach i bagnach tego słabego państwa będziemy grzęźli, marząc o tym, żeby się dorobić. Z tego błota, niestabilnego gruntu będziemy wyjeżdżać do Anglii, Irlandii, Niemiec, czy gdzie tam się tylko da. Będziemy uciekać tam, gdzie fundament jest silniejszy.
Rozmawiał Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

