Marta Brzezińska: „Rz” najpierw publikuje artykuł o trotylu i nitroglicerynie, następnie wycofuje się z tego rakiem, by jeszcze później zamieścić oświadczenie, z którego znika sformułowanie „pomyliliśmy się”. Dziś „GPC” informuje jednak, że prokuratura posiada dowody na wybuch w tupolewie. Jak to wszystko interpretować?
Zbigniew Girzyński: Według mnie interpretacja jest smutnie prosta. Mianowicie fakt, że takie badanie miało miejsce oraz stwierdzenie, że doszło do wybuchu, dla mnie nie podlega wątpliwości. Natomiast na skutek nacisków politycznych prokuratura stara się w tej chwili tak przedstawiać całą tę sytuację, aby do końca nie można było zrozumieć, o co jej chodzi. Z kolei media, które w jakiś sposób są uzależnione od wpływów rządu, w tym wypadku „Rzeczpospolita”, podobnie jak prokuratura, starają się w tej sytuacji zaciemniać całą sprawę tak, aby prawda nie ujrzała światła dziennego.
Czyli jesteśmy coraz bliżej posiadania niezbitych dowodów na to, że 10.04.2010 nie doszło do zwykłego wypadku, ale mogło to być zaplanowane działanie? Pojawia się zatem pytanie, kto był autorem tego działania.
Zakładając, że komuś mogło zależeć na śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, motywy prowadzą tylko w jedno miejsce. Do Rosji.
Jeśli by tak było, to przecież Rosja nie przyzna się do winy.
Oni się w ogóle do tego nie przyznają! Nigdy!
Co wtedy? Będą szukać kozła ofiarnego?
Jeżeli prawda o Smoleńsku zostanie przedstawiona w taki sposób, że nie będzie już można obronić tezy, że to nie był zamach, to Rosjanie mają już przygotowany scenariusz. Oskarżą na przykład terrorystów czeczeńskich, czy jakichkolwiek innych, którzy chcieli im zaszkodzić.
Jak Polacy powinni przygotować się na taki scenariusz?
Powinniśmy głośno mówić prawdę, nie bać się tej prawdy i wykorzystywać nasze wpływy w strukturach międzynarodowych, w takich organizacjach jak Unia Europejska czy NATO, aby tego typu rosyjskie postępowanie piętnować. Aby nie uszło ono na sucho Rosji.
Rozmawiała Marta Brzezińska (fot. Se.pl)
