- Przecież jeśli chodzi o pomysł z tupolewem na kółkach od Poloneza i ze zdjęciami niektórych ofiar w oknach czy drzwiach betonowej maszyny, to można go twórczo rozwijać, produkując na przykład miniaturki sprzedawane na odpustach w wersji do domu czy tak jak dziś sprzedaje się na przydrożnych targowiskach koguty, krasnale czy sarenki jako ozdoby ogrodowe. "Tupolew w każdym domu czy zagrodzie" to zupełnie dobre hasło, aby rodzima produkcja się rozwijała, aby rosła kolejna fala polskiej przedsiębiorczości. I, oczywiście, by rósł mit bohatera, a że rośnie na byle jakich fundamentach, lub bez fundamentów, bo łatwiej postawić pomnik bez zezwolenia, jeśli nie jest przytwierdzony do podłoża, nie ma znaczenia. Generalnie przecież i tak są to produkty tymczasowe, w gruncie rzeczy zastępcze. Właściwy pomnik ma przecież stanąć na Krakowskim Przedmieściu w Warszaewie, co nastąpi, gdy tylko PiS obejmie władzę - dodaje publicystka.

 

My mamy inną propozycję, żeby zacząć produkować gipsowe figurki Paradowskiej i sprzedawać je w czasie spotkań PO. A dla szczególnych wielbicieli Paradowska jako piesek w oknie samochodu, taki z kiwającą główką.

 

TPT/Polityka.pl