- Stoję na stanowisku, aby całkowicie zakazać stosowania metody zapłodnienia pozaustrojowego. Uważam tak, ponieważ podczas jej wykonywania giną istoty ludzkie będące na etapie rozwoju embrionalnego. Natomiast te zarodki ludzkie, które zostają zamrożone, tracą siły witalne i po ich odmrożeniu oraz podaniu do jamy macicy możliwość normalnego ich rozwoju jest poważnie utrudniona. Dlatego lekarz, który wykonuje program in vitro, chociaż szczerze walczy o poczęcie, to równocześnie skazuje na śmierć kilka czy kilkanaście ludzkich zarodków, które powstają równolegle z tym, któremu pozwala się żyć – mówi doktor Wasilewski.

-  Często dzieje się tak, że eliminuje się zarodki ludzkie, w przypadku których stwierdza się, na co pozwala współczesna technika medyczna, że te dzieci urodzą się najprawdopodobniej chore. Pytam - czy my mamy prawo podejmować takie decyzje? – pyta lekarz.

- Każdy ludzki zarodek, który ma 1, 2, 3, 5 dni, jest dla świata medycznego małym pacjentem. Wiedzą to również osoby, które chcą być rodzicami, biorą udział w programie in vitro. Ujawnia się to, kiedy przychodzą w trzecim dniu po połączeniu komórki jajowej z plemnikiem i pytają: "Czy nasze dzieci żyją? Czy się rozwijają?". To jest pytanie nagminnie zadawane lekarzom pracującym w klinice in vitro. Słyszą od nich wówczas odpowiedź: "Tak, wasze dzieci żyją. Tak, rozwijają się". A więc i lekarze z tych klinik wiedzą, że jest to ludzkie życie. Życie i jego wielka godność, w którą metoda in vitro uderza – tłumaczy Wasilewski.

Doktor Tadeusz Wasilewski jest specjalistą ginekologiem-położnikiem, przez kilkanaście lat uczestniczył w programie in vitro, następnie świadomie go porzucił. Obecnie kieruje przychodnią NaProMedica,  która specjalizuje się w leczeniu niepłodności małżeńskiej przy wykorzystaniu najnowszych osiągnięć medycyny, m.in. naprotechnologii.

eMBe/NaszDziennik

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »