Właśnie dlatego publicysta wyraża zdumienie, ze ktoś doradził Michałowi Tuskowi wojnę z mediami i wynajął do tego Romana Giertycha.

 

"Przypomnę, że oświadczył w wywiadzie, że zachował się "jak debil". Nie zachował się też mądrze, udzielając potem wywiadu na ten temat i tak się pięknie samemu recenzując, ale to inna sprawa. Było w tym jednak też coś swojskiego, nawet sympatycznego. Młody chłopak, zrobił błąd, żałuje, sam to przyznaje, zachowuje się jak ktoś kto narobił głupot, ale chce się poprawić. Myślę, że dość szybko by mu to wybaczono. Wielu ludzi zaczynało już go żałować, bo media się na niego rzuciły, i pewnie gdyby nie był synem premiera, takiego zamieszania by nie było. Po kilku miesiącach zapomniano by o wszystkim" - pisze Janke na Wp.pl.

Publicysta zauważa, że w momencie, gdy Michał Tusk "robił wszystko", aby pokazać, że z polityką nie ma nic wspólnego i nie ma zamiaru wykorzystywać statusu swojego ojca, nagle wynajął adwokata, którego nazwisko nierozerwalnie kojarzy się z polityką. "Być może Giertych jest bardzo skutecznym prawnikiem w sprawach o ochronę dóbr osobistych, ale młody Tusk zapewnił sobie pewny powrót na pierwsze strony gazet. Trudno już będzie mu kogokolwiek przekonać, że nie marzy on o niczym innym niż spokojnej pracy, z dala od polityki i bez podejrzeń o wykorzystywanie pozycji swojego ojca" - tłumaczy szef Salonu24.

Publicysta Wirtualnej Polski podkreśla, że każdemu przysługuje prawo wytaczania procesów i wynajmowania prawników, ale należy ponosić konsekwencje swoich czynów. "Nie przypadkiem na początku tego felietonu pisałem o skuteczności PR-owej Platformy, bo ze zdziwieniem stwierdzam, że tym razem jednak doradcy, którzy podrzucili ten pomysł, popełnili fatalny błąd. Zrobili Michałowi Tuskowi krzywdę. Ani nikogo nie odstraszą od pisania o sprawie, ani nie pomogą w budowaniu pozytywnego wizerunku syna premiera. Ne wiem, dlaczego to zrobili. Nie wierzę też, że to on sam wpadł na ten pomysł. Jednego jestem pewien - to dużo bardziej mu zaszkodzi niż pomoże" - puentuje Janke.

 

AM