28 lat stażu, siedmioro dzieci, głęboka wiara i działalność charytatywna nie wystarczyły, by ocalić to małżeństwo. Rozwód Mela Gibsona to rozczarowanie dla tych, którzy upatrywali w nim idola chrześcijańskiej Ameryki.
Na wizerunku Mela Gibsona jako wzorowego chrześcijanina pojawia się poważna skaza. Jego żona Robyn Gibson, po 28 latach małżeństwa z aktorem, złożyła pozew o rozwód. Kończy się jedno z nielicznych hollywoodzkich małżeństw o tak długim stażu.
Jako oficjalną przyczynę rozstania Gibsonowie podają „różnice niemożliwe do pogodzenia", które prawdopodobnie nazywają się Oksana. To młoda rosyjska piosenkarka, którą sfotografowano w ramionach Mela na Korsyce. Żona Mela Gibsona, Robyn, żyła z mężem w separacji już od prawie trzech lat, nie wytrzymała i postanowiła zakończyć małżeństwo, odbierając mu połowę fortuny. Teraz Mela czeka zacięta walka o majątek, szacowany na 900 milionów dolarów, oraz o prawo do opieki nad najmłodszym synem.
Małżonkowie poznali się w latach 70. w australijskiej Adelajdzie. Ślub wzięli w Kościele katolickim w 1980 roku. Wtedy reżyser „Pasji" nazywał żonę „skałą gibraltarską" i podkreślał, że „życie to poświęcenie, miłość i małżeństwo". Jako tradycjonalista, przywiązany do rytu trydenckiego, często żartował, że jego żona jako anglikanka nie ma szansy na zbawienie. W swojej posiadłości w Kalifornii mieli kaplicę, w której co niedzielę ksiądz odprawiał mszę po łacinie. Przez lata Bóg pomagał Gibsonom przetrwać liczne życiowe zawieruchy, ta wydaje się najsilniejsza ze wszystkich. Nie zapominajmy o nich w naszych modlitwach.
AJ/FF/Rz
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

