Tomasz Wandas, Fronda.pl: Skąd wzięło się aż tak wiele nieprawdziwych informacji w mediach odnośnie Obrony Terytorialnej? Dlaczego niektóre środowiska tak bardzo utrudniają pracę szefowi MON?

Gen. Roman Polko: Przede wszystkim jest to gra polityczna. To świadome działania wymierzone przeciwko ministrowi Macierewiczowi. Antoni Macierewicz, przez lata był tym człowiekiem, który na pierwszym froncie zmagał się z układami esbeckimi. Dzięki jego działaniom rozwiązano wojskowe służby informacyjne, rozbito wiele układów. Dzisiaj, jest on przez tamte środowiska szczególnie znienawidzony. Każdy pretekst jest dobry do tego, aby go atakować, nawet jeśli jest to sprawa tak oczywista i potrzebna jak budowa wojsk terytorialnych w Polsce.

Czy da się w jakikolwiek sposób walczyć z dezinformacja w niektórych mediach?

Myślę, że po prostu trzeba robić swoje, bez względu na szczekanie czy ujadanie niektórych mediów. Już dziś widać, że co niektórzy odpuszczają z tematu. Głosy typu, że jest to prywatna armia ministra Macierewicza, które wygłaszają Koziej, Siemoniak czy osoby, które ręcznie sterowały MONem są śmieszne. Dziś w wojsku ich głos wcale nie jest znaczący, nie mają oni autorytetu, stąd ich opinie pozostają na uboczu. Trzeba robić swoje. Wyzwanie jest oczywiście duże ale myślę, że taka jest potrzeba. Zdecydowanie większą przeszkodą, niż ujadanie ministra Macierewicza jest fakt, że projekt Obrony Terytorialnej przez tyle lat nie został zrealizowany. Narodowe siły rezerwy, które były gniotem, projektem złym, niewypalonym – bo nie ma ani Plutona ani Kompani Narodowej Sił Rezerwy ani zdolności bojowej nie spotkały się właściwie z żadną krytyką. Projekt Obrony Terytorialnej, który nawiązuje do najlepszej tradycji, chociażby Gwardii Narodowej w Illinois, gdzie już ta współpraca została nawiązana. O tych pozytywach się nie mówi, o tych dobrych wzorcach szukają w istocie dziury w całym.

Do 2019 roku minister Macierewicz chce aby w Obronie Terytorialnej służyło 50tysięcy żołnierzy, czy znajdzie aż tylu chętnych?

Chętnych jest bardzo dużo. Myślę, że najistotniejsze jest to aby Ci pierwsi, którzy dostaną się do tych struktur nie mieli słomianego zapału. Oczywiście, to szkolenie nie jest takie, jak mówi złośliwa propaganda, że po czternastu dniach ćwiczeń będziemy mieli super żołnierzy. Przez pierwszy rok ma to być szkolenie indywidualne, do przysięgi – zawsze tak było. Kolejny rok to szkolenie specjalistów, którzy nie przyjdą z niczym więcej jak ze swoim cywilnym kapitałem. W tej chwili przeciwnika nie pokonuje się uderzeniem z maczugi czy strzałem z kałacha, zatem każde doświadczenie czy to informatyczne, analityczne itd. może zostać przez armię wykorzystane. Dopiero w trzecim roku, czyli jak pan mówi w 2019 będzie zgrywanie zespołu. Pod sensowny, podjęte działania są dobre. 

Jakie cechy powinien/na mieć chłopak czy dziewczyna by móc zaangażować się w projekt Obrony Terytorialnej?

Dobrze mieć umiejętności specjalistyczne, które z pewnością będą brane pod uwagę. Bardzo często, nawet jak ludzie chcą się dostać do jednostek specjalnych, myślą, że musztra i to, że raz na jakiś czas skoczą na spadochronie to im wystarczy. To mylne. W wojskach Obrony Terytorialnej przede wszystkim szuka się ekspertów z różnych dziedzin: językoznawców, informatyków, analityków itd.

Trochę pasji, wytrwałości, trochę serca do walki i będzie możliwość aby nauczyć młodych właściwych nawyków związanych ze służbą. Pod wodzą pułkownika Kukły na pewno będą mogli liczyć na dobre żołnierskie wychowanie. Na koniec najważniejsze: niezbędna jest kwestia morale, posiadania odpowiedniego systemu wartości. Ten czynnik morale jest czynnikiem zwycięstwa!

 Bardzo dziękuję za rozmowę