Fronda.pl: Według projektu ministerstwa obrony narodowej polska armia ma wzrosnąć do 200 tysięcy żołnierzy. Czy to realne założenie?

Gen. Waldemar Skrzypczak: Nie znam szczegółów projektu, a 200 tysięcy żołnierzy to tylko na razie hasło. Pytanie czy to będzie Obrona Terytorialna czy wojska operacyjne. Nam brakuje wojsk operacyjnych i jeśli te środki będą skumulowane na wojska operacyjne, to jestem za. Powstaje też pytanie, czy państwo polskie stać na takie wydatki. Pamiętamy, że do tej pory na tego rodzaju zadania brakowało pieniędzy, bo przecież są też inne kwestie, które wymagają dużych nakładów finansowych, jak choćby edukacja czy służba zdrowia.

Co do pieniędzy, to MON zapowiada, że do 2030 roku wydatki na armię mają według projektu wzrosnąć do 2,5 proc. PKB. Sądzi Pan, że to możliwe?

To moim zdaniem nierealne. Deklaracje polityczne to jedno, a możliwości faktyczne to drugie. Polski na 2,5 proc. PKB nie stać. Wielkim wysiłkiem będzie prawdziwe 2 proc. Jaki resort wyrzeknie się pieniędzy, aby MON miał ich więcej? Nawet tak potężny gospodarczo kraj jak Niemcy o wydatkach na poziomie 2 proc. mówią jako o celu dopiero na przyszłość. Nas moim zdaniem na to nie stać.

A jak ocenia Pan same proporcje, gdzie na 200 tysięcy żołnierzy, 130 tysięcy miałaby stanowić armia zawodowa?

130 tysięcy armii zawodowej to mało jak na taki kraj jak Polska. Jeżeli 70 tysięcy mieliby stanowić żołnierze OT to byłoby nieporozumienie, biorąc pod uwagę istotę strategii bezpieczeństwa.

Co Pan sądzi o innym projekcie – projekcie funkcjonowania klas mundurowych w szkołach?

Klasy mundurowe nie rozwiążą naszego problemu jakim jest szkolenie rezerw. Obywatel starszy mundurowy nie będzie kierował czołgiem Leopardem. Żołnierzy rezerwy trzeba szkolić permanentnie, np. artylerzystę ponad rok. Potrzeba nam 200 tysięcy specjalistów rezerwistów w armii. Na tym należy się skupić i w tym zakresie oczekiwałbym projektów. Klasy mundurowe były i niech funkcjonują, ale jak powtarzam, brakuje nam specjalistów.

Dziękujemy za rozmowę.