"Do tragedii w Brukseli czy w Paryżu doprowadziła źle rozumiana poprawność polityczna. To ona kazała przyjąć założenie, że jeśli odwrócimy głowę od problemu, pozwolimy pewnym społecznościom na łamanie naszych zasad, to w końcu kwestia terroryzmu sama się rozwiąże" - powiedział gen. Roman Polko w rozmowie z tygodnikiem "Do Rzeczy".
Generał wskazuje, że Europa nie potrafi poradzić sobie z terroryzmem, bo całkowicie błędnie podchodzi do samych terrorystów. "Skoro już namierzyliśmy jakąś grupę, to miejmy ją pod kontrolą albo wydalmy z Europy, a nie pozwalajmy jej działać według jej własnych zasad" - wskazał Polko.
Generał powiedział też o swoich doświadczeniach z czasów pracy u boku śp. Lecha Kaczyńskiego jako prezydenta Warszawy. W pewnym momencie rozmawiał też z władzami Paryża, które przyznały, że... nie panują nad całym miastem. "Byłem w szoku, gdy mówili o tym, jak odbijają poszczególne dzielnice. W głowie mi się nie mieściło, że mówią nie w przenośni, ale dokładnie opisują swoje działania: odzyskują teren opanowany przez bandytów" - wskazał Polko.
Wojskowy mówił też, że wciąż brakuje w Polsce bardzo ważnych przepisów. Na przykład snajper uczestniczący w akcji terrorystycznej tak naprawdę, chcąc pozostać w zgodzie z przepisami... nie może zabić terrorysty. Podobnie jak inni funkcjonariusze:
"Zresztą zgodnie z polskimi procedurami policjanci nie mogą zabić nawet groźnego i agresywnego napastnika. Nawet jeśli oddaliby strzał, to muszą starać się jedynie obezwładnić, a nie zlikwidować terrorystę. W praktyce taki dżihadysta po wezwaniu do poddania się mógłby otworzyć ogień lub po prostu wysadzić się w powietrze" - powiedział generał.
Polko stwierdził też, że gdyby doszło w Polsce do ataku terrorystycznego, to jego skutki mogłyby być o wiele gorsze, niż w Paryżu czy w Brukseli.
"Gdyby więc w Warszawie doszło do zamachu na taką skalę jak w Paryżu czy Brukseli, to ofiar byłoby o wiele, wiele więcej. Francuzi czy Belgowie mogli na przykład szybko wyprowadzić wojsko na ulice. U nas jest to praktycznie niemożliwe, bo nie wiadomo, kogo i z jakiej jednostki wyprowadzić, ani na jakich zasadach żołnierze mogliby użyć broni. Problem prawny dotyczy nawet tak prostych kwestii jak użycie dronów. Obecnie można nimi latać w sposób dowolny do wysokości 150 m. Terrorysta nie potrzebuje więc nawet bomby, bo wystarczy, że zrzuci komuś na głowę bezzałogowiec, powodując śmierć lub rany. Takich obszarów, które z niezrozumiałych powodów są zaniedbane, jest mnóstwo" - powiedział gen. Roman Polko w rozmowie z tygodnikiem "Do Rzeczy".
bjad
