Gen. dyw. Roman Polko: Śmierć Osamy bin Ladena to dowód na koniec okresu bezsilności amerykańskich służb specjalnych. Dziesięć lat to długo. Mówiło się już o porażce USA w walce z bin Ladenem. Jednak w końcu Amerykanie pokazali, że są konsekwentni i potrafią być skuteczni. To jest sygnał dla terrorystów, że po takich atakach i tak zbrodniczej działalności, jaką prowadził bin Laden, nie pozostaną bezkarni.
Jednak śmierć bin Ladena to nie koniec Al-Kaidy. Ja się nie zgadzam z głosami, że jak jego zabraknie terroryzm upadnie. Osama stworzył sieciową strukturę, która nie wymaga przywództwa. Jej kształt jest amorficzny. Ona nie potrzebuje lidera. Al-Kaida obecnie niestety ma się dobrze, potrafi działać w taki sposób, że koalicja NATOwska nie może poradzić sobie w walce z nią. Trafia w próżnię, szukając terrorystów za pomocą regularnych sił, patrolujących trasy. Mamy serię porażek w tej wojnie. W Afganistanie nie udało się zaprowadzić pokoju. Dodatkowo terroryści są obecni w wielu innych krajach. Sam bin Laden nie ukrywał się na pograniczu afgańsko-pakistańskim, jak wielu przypuszczało, ale w jednym z miast Pakistanu. I miał się on całkiem nieźle. To pokazuje, że trzeba szukać rozwiązań szerszych. Należy sprawić, by Pakistan włączył się w praktyce w koalicję antyterrorystyczną, trzeba ograniczyć ogrom korupcji w tym kraju. Tak słabe państwo, z tak słabym rządem jest dobrym siedliskiem dla terrorystów. Oni potrafią to wykorzystać do umacniania swojej pozycji.
Śmierć bin Ladena podniesie na pewno morale żołnierzy, którzy realizują zadania wymierzone w terroryzm. To jest sukces, który pozytywnie wpłynie na wojskowych. To nie jest bez znaczenia, jednak w samej wojnie z terrorem to nie jest żaden przełom. Bin Laden dawno był poza głównym nurtem. Funkcje dowódcze przejęły „młode wilki”. On zbudował organizację, ale kto inny pełni w niej obecnie kluczowe stanowiska. Jednak tu nie ma mowy o przywództwie. Al-Kaida nie przypomina organizacji terrorystycznych z końca XX wieku.
Not. żar
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

