Te zapowiedzi zmian w polskiej armii ja już słyszę od lat. To jak odgrzewanie tego samego kotleta po raz pięćdziesiąty – gorzej niż w polskim Warsie. Oczywiście, dobrym kierunkiem jest stawianie na to, by mieć narzędzia wykonawcze i zredukować nadmierną ilość „wodzów”. Ale dlaczego trzeba wciąż czekać na realizację zapowiedzi tych reform? Nie rozumiem na przykład, dlaczego do tej pory funkcjonuje korpus zmilitaryzowany w Krakowie, pod który nie podlega żadne wojsko, a którego zadania są tak tajne, że chyba oni sami nie wiedzą, co robią. Pewne rzeczy można zredukować już teraz, a nie ogłaszać zmiany, zapowiadać je, czekać na ich realizację i wprowadzać reformy, które nie wiadomo co w praktyce przyniosą – czy rzeczywiście ilość dowódców zostanie zredukowana, czy też nie.

 

Drugą rzeczą, jeszcze ważniejszą, jest likwidacja nadmiernej ilości garnizonów, które mamy w Polsce. Mam tu na myśli likwidację tych brygad, które są w kiepskim stopniu zaopatrzone w sprzęt. Tak naprawdę, w 80 proc. nie posiadają one wystarczającej ilości sprzętu i nie mają ludzi, którzy mogliby się nim posługiwać. Ich potencjał bojowy, zamiast 7.0 (taki powinien być), jest często na poziomie 0,5, a nawet 0,3. To są rzeczywiste problemy, które można naprawić już teraz. W sensie samej reformy, to powinna być ona od początku do końca przemyślana, tak aby nie zaskakiwać, ani nie wchodzić w konflikt z Konstytucją.

 

Jednak w Polsce brak spójności pomysłów i jakiejkolwiek koncepcji na polską armię jest widoczny gołym okiem. Najbardziej rażącym tego przykładem są wojska specjalne. Przecież to Radosław Sikorski jako minister obrony narodowej powoływał wojska specjalne do życia. O to przecież zabiegali nasi sojusznicy Amerykanie. Teraz, kiedy naprawdę nam się udało, jeśli chodzi o wojska specjalne, osiągnąć duży sukces, Amerykanie inwestują i bardzo chętnie z nami współdziałają (zaprosili nas do elitarnego klubu, gdzie oprócz Amerykanów są jedynie Brytyjczycy), to po pierwsze, te wojska w tym roku nie otrzymały żadnej nominacji generalskiej (co dla wojskowych jest sygnałem, że przestaje się stawiać na ich rozwój), a pod drugie – są podpięte pod jakieś dowództwo generalne, co powoduje, że w samym dowództwie sił specjalnych nastroje opadają. Nasi sojusznicy są bardzo mocno zaniepokojeni tym, jak wyglądają te redakcje.

 

Not. eMBe