Aktor, znany m.in. z komedii "Mój chłopak się żeni" oraz z "Zakochanego Szekspira" czy „Shreka” przyznał, że to status gwiazdy pozwala mu na bezkarne wygłaszanie opinii na temat homoseksualizmu. Jego zdaniem normalny człowiek zostałby za takie poglądy „powieszony”. Co takiego powiedział gwiazdor?
„Moja matka nadal pragnie, żebym miał żonę i dzieci. Uważa, że dzieci potrzebują matki i ojca. Zgadzam się z nią. Nie jestem w stanie wymyślić niczego gorszego niż dwóch gejów, wychowujących dziecko” – mówi Everett, który sam ma homoseksualnego partnera. Na aktora szybko posypały się gromy ze strony organizacji gejowskich, które nawoływały by odwołał on swoje poglądy. Padły również oskarżenia gwiazdora o manipulowanie faktami. Zdaniem środowisk gejowskich nie ma dowodów na to, że dzieci gorzej się wychowują w związkach gejowskich. Gwiazdor zwrócił swoją wypowiedzią uwagę jednak na jedną ważną kwestię. Jego zdaniem wolno mu wypowiadać się przeciwko postulatom gejowskim z uwagi na to, że ma status gwiazdy kina. To nie do końca jest prawda. Everett ma prawo krytykować gejów (choć protesty tych środowisk pokazują, że herezja jest w tym środowisku tępiona srogo) z uwagi na to, że sam jest homoseksualistą. Nie można zapominać, że zupełnie niewinny żart na temat gejów reżysera Bretta Ratnera spowodował, że odsunięto go od reżyserowania gali rozdania Oscarów. Również przykład Mela Gibsona pokazuje, że niepoprawność polityczna w ustach niektórych gwiazdorów jest karana. Niemniej jednak słowa gwiazdora mogą cieszyć. W końcu niezbyt często takie głosy pojawiają się w tęczowym Hollywood. Szczególnie jak padają z ust aktora, który coming out zrobił 20 lat temu. Podejrzewam jednak, że teraz aktora spotka różowa ekskomunika i jeszcze ciężej mu będzie w postępowej fabryce snów. I tak nie jest tam rozpieszczany...
Łukasz Adamski

