Sytuacja z okładką „Newsweeka” jest bardzo niebezpieczna dla Was, środowiska Frondy. Redaktorzy tygodnika zrobią teraz niewinne oczy i powiedzą o Frondzie: „To przecież są krytykanci Kościoła. My tylko powtarzamy coś, o czym doniosły media katolickie”. Mówiąc o trudnych sprawach w Kościele zawsze ryzykuje się, że włoży się argumenty w ręce przeciwnika. Zwłaszcza, jeśli porusza się tak delikatne problemy na forum absolutnie publicznym.
Myślę, że rzecz nie dotyczy rzetelnego przedstawienia problemu, jakim jest temat grzechów w Kościele. Chrześcijanie przecież wiedzą, że są grzesznikami. Gdzie pójść z własnym grzechem, jeśli nie do Kościoła, do Chrystusa? Jednak Kościół nie ma takiego nastawienia, by grzech człowieka, który przecież zawsze jest osobistym dramatem i cierpieniem sprawionym sobie samemu i innym, wywlekać na forum publiczne.
„Newsweek” ze swoimi metodami nie jest oryginalny. Powtarza pomysł, który w ubiegłym roku wykorzystał włoski Benetton. Marka reklamowała swoje produkty, umieszczając podobne zdjęcia – najpierw całującego się z zakonnicą księdza, a potem wykorzystując w fotomontażu także postać papieża. Działa to na niekorzyść samego pisma i jego redaktorów. To nie tylko niesmaczne, to przejaw całkowicie złej woli. W ten sposób nie podejmuje się poważnej dyskusji, choćby o złu, grzechu, ludzkiej nieprawości.
Jeszcze wcześniej podejmowano we Włoszech podobne próby. Jeden z dziennikarzy, o którego rzetelności nie można zbyt wiele dobrego powiedzieć, chodził z ukrytym mikrofonem i nagrywał sfingowane przez siebie spowiedzi. Następnie opublikował książkę z zapisem tych spowiedzi, tylko po to, aby udowodnić jakieś swoje tezy na temat spowiedników. Był też we włoskiej „Panoramie” artykuł, na który zresztą powołuje się „Newsweek”, powstały wskutek dziennikarskiej prowokacji. Jego autor odwiedzał gejowskie kluby w Rzymie i udało mu się rzekomo natrafić tam na katolickiego księdza. Następnie opublikował o tym reportaż ze zdjęciami. To wszystko służy jednemu – ma pokazać, że w Kościele nie ma świętości, nie ma nadprzyrodzoności, niewinności, wszystko to tylko słowa, my zaś jesteśmy obłudnikami, hipokrytami. Co więcej, kryje się za tym pewne działanie metafizyczne – w tym jest zło, z którego być może sami dziennikarze nie zdają sobie sprawy. Oni tylko liczą na sukces medialny i lepszą sprzedaż tytułu, wywołanie szumu wokół siebie. A przy okazji zasiewają wiele zła.
Ludzie w Polsce i tak są udręczeni. Nieustannie próbuje się wszystko zbrudzić, od autorytetu ojca w rodzinie, aż po naruszenie wzajemnego zaufania ludzi w Kościele. Wielu katolików w Polsce ma zaufanie do swoich proboszczów, kapłanów. Być może to niektórych denerwuje. Myślą, że dopóki Polska jest katolicka i ma zaufanie do Kościoła, dopóty nie będzie prawdziwie europejska. Komuś się być może wydaje, że bycie prawdziwym Europejczykiem wymaga uwolnienia od wszystkich autorytetów i samodzielne myślenie. Ale to kolejna mrzonka, bo tzw. samodzielne myślenie bardzo często polega na zmuszaniu ludzi, by przestali słuchać swoich rodziców, księdza, a zaczęli słuchać mediów i pozwolili sobą dowolnie manipulować.
Zło rzucania na pierwszych okładkach gazet takich wątpliwości, podejrzeń w stosunku do grzechów, jakoby popełnianych przez jakiś procent księży, nie służy dobru nikogo. Ani nie pomaga to w przeżywaniu swoich kłopotów z identyfikacją seksualną niektórych osób ze skłonnościami homoseksualnymi (oni też mogą poczuć się tym wszystkim zniesmaczeni i upokorzeni, bo ich osobiste doświadczenie służy jako proca do strzelania w duchownych), ani tym, którzy są w stanie duchownym, a doświadczają walki i zmagań. Przecież świętość, czyli prawdziwe dzieło Boga w człowieku, dokonuje się na drodze walki i wewnętrznego zmagania się z różnymi namiętnościami. W Kościele ludzie szukają nie obnażenia i publicznego upokorzenia, ale spotkania z Miłosierdziem, przebaczeniem i otrzymania środków koniecznych do tego, by poradzić sobie z pokonywaniem zła. Takie mamy doświadczenie Chrystusa i Jego Paschy.
Ostatecznie, wszystko służy temu, aby odciągnąć ludzi od Chrystusa. Ktoś, kto się naczyta „Newsweeka” i tego typu pism, a potem nieustannie będzie słuchać o liczbie księży, którzy albo mają kobietę, albo dziecko, albo są pedofilami lub gejami, będzie miał zbrukaną wrażliwość. Jak to się skończy? Ten ktoś przestanie się spowiadać, bo po co ma chodzić ze swoimi grzechami do innego grzesznika, i to jeszcze potencjalnego geja. Młody chłopak, który czuje powołanie kapłańskie, dziesięciokrotnie zastanowi się, czy je zrealizować i pójść do seminarium, rzecz jasna, „wylęgarni gejów i pedofilów”. Wszystko służy temu, by zniszczyć w ludziach życie nadprzyrodzone i kontakt z Chrystusem, poprzez wielokrotne powtarzanie jak mantrę, że wszyscy w Kościele jesteśmy obłudnikami, hipokrytami. My jesteśmy grzesznikami, ale grzesznikami, którzy doświadczają mocy Chrystusa. I wielokrotnego przebaczania swojego grzechu. Z tym wychodzimy do ludzi jako Dobrą Nowiną. Nie ukrywamy spraw hańbiących. Św. Paweł mówił, że nigdy nie ukrywa, że jest grzesznikiem i jest słaby. Mówił ludziom, że jest grzesznikiem, ale doświadczył Chrystusa, który uwalnia od zła. Jest możliwe coś takiego jak świętość.
Rozmawiała Marta Brzezińska

