Już 27 stycznia milicja brutalnie rozpędziła demonstrację Federacji Młodzieży Walczącej i Niezależnego Zrzeszenia Studentów przed Pałacem Kultury i Nauki, w którym odbywał się ostatni zjazd PZPR. Dzień później gdańscy antykomuniści dowiedzieli się, że działacze partyjni palą akta w Komitecie Wojewódzkim PZPR w Gdańsku. Następnego dnia uczestnicy manifestacji pod kościołem św. Brygidy w Gdańsku przemaszerowali pod KW i zajęli go.

 

Po wyprowadzeniu komunistów z lokalu informacje o niszczeniu dokumentów potwierdziły się. Akta były mielone i palone w piecu. Rozjuszeni tym widokiem działacze FMW wystawili jeden z worków z "materiałem dowodowym" przed drzwi KW, "żeby ludzie zobaczyli, jak partia zaciera ślady". Postanowili także opuścić budynek dopiero, gdy powołana zostanie specjalna komisja Senatu, która zbada, czy rzeczywiście doszło do niszczenia akt. Wybór izby parlamentu nie był przypadkowy – 99 na 100 senatorów zostało wówczas wybranych z poparcia Komitetu Obywatelskiego, reprezentującego bardziej ugodową część opozycji. A tylko do niej, nie zaś do zdominowanego przez komunistów sejmu, zaufanie mieli okupujący gmach.

 

Zaufanie to zostało jednak podeptane. Tego dnia (była to niedziela) nie można było dodzwonić się do żadnego z senatorów; w Warszawie zapadła zaś decyzja o odbiciu budynku z rąk opozycyjnej młodzieży. Podjął ją nie kto inny, jak "pierwszy niekomunistyczny premier" powojennej Polski, Tadeusz Mazowiecki. Około godziny 23-tej do budynku wtargnęła milicja wraz z brygadą antyterrorystyczną. Po kilkunastu minutach w KW nie było już działaczy FMW. Milicja rozpędziła także demonstrację, która zebrała się po opuszczeniu gmachu.

 

- Zajęcie KW w Gdańsku było częścią wydarzeń, które zaczeły się w październiku 1989 roku, kiedy KPN zajmował lokale PRON – mówi portalowi Fronda.pl historyk UJ dr Antoni Dudek. - Te akcje miały kilka celów. Organizacje wywodzące się z opozycji walczyły o przydział lokali, w których mogłyby funkcjonować, ponadto chciano pokazać, że PZPR jest już właściwie martwa. Później doszła jeszcze kwestia konfrontacji z rządem Mazowieckiego, kiedy okazało się, że nie chce on dokonać przyspieszenia odchodzenia od komunizmu – dodaje naukowiec.

 

Zdaniem Dudka, zajęcie Komitetu przez działaczy FMW nie zostało właściwie wykorzystanie przez opozycję. - To była ostatnia szansa, by ludzie zobaczyli, jak w sposób widowiskowy obala się komunizm. W Polsce wyglądało to zupełnie inaczej, niż w NRD. Przykładowo w tym samym dniu, w którym protestującym nie udało się zająć budynku SB w Poznaniu, ponieważ przeciwko nim stanęło 1800 milicjantów i esbeków, w Berlinie 100 tysięcy osób zajęło siedzibę Stasi. Tam mieliśmy do czynienia z prawdziwą rewolucją – mówi autor książki "Reglamentowana rewolucja. Rozkład dyktatury komunistycznej w Polsce 1988-1990".

 

- Polska zyskałaby na przyspieszeniu i ukazaniu bezsilności komunizmu. Nie chodzi mi o samosądy, ale ukazanie, że umowa okrągłego stołu wyczerpała się właściwie przy powołaniu rządu Mazowieckiego. Zaangażowanie "radykałów" można było wykorzystać np. do usunięcia komunistyczych ministrów z rządu. Jednak wówczas – moim zdaniem zupełnie nie słusznie – Tadeusz Mazowiecki i Aleksander Hall, który także stał za decyzją o odbiciu KW w Gdańsku, obawiali się recydywy komunistów – twierdzi Dudek.

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »