Amerykański psycholog jasno wskazuje, jak dramatyczne skutki ma dla dzieci wychowanie bez ojców. – Nie mówi się o tym głośno, ale w Stanach Zjednoczonych od wielu pokoleń w większości czarnych rodzin brakuje ojców, a tym samym wzorców męskich. Kiedy chłopiec nie ma męskiego wzorca zachowania, pojawiają się problemy. Ojciec daje motywację do działania i przekraczania własnych słabości. Jego miłość w przeciwieństwie do miłości matki, jest warunkowa, czyli uzależniona od osiągnięć dziecka. Dlatego tak wielu czarnych mężczyzn źle radzi sobie w szkołach, nie może znaleźć pracy i trafia do więzień. W amerykańskich zakładach karnych jest więcej czarnych mężczyzn niż w szkołach wyższych. To zjawisko zaczyna powoli dotyczyć wszystkich mężczyzn w Ameryce – mówi Zimbardo i dodaje: „młodemu mężczyźnie brakuje dzisiaj wykształcenia, motywacji, ale przede wszystkim ojca”.

I choć „Gazeta Wyborcza” chyba tego nie dostrzega to te słowa są niezmiernie mocnym oskarżeniem homo-rodzicielstwa, adopcji dzieci przez pary jednopłciowe czy przyznania im prawa do in vitro. Uznanie, że dwie panie mogą być z powodzeniem „rodzicami” chłopaka (dziewczyny też, bo o czym Zimbardo nie wspomina, ale to ojciec kształtuje niemal całą sferę relacji do mężczyzn dziewczynki i on daje jej poczucie własnej wartości) jest zbrodnią przeciwko dziecku i społeczeństwu. Nie inaczej jest w homo-rodzicielstwem dwóch panów. Oni także nie są w stanie dać dziecku tego, co są mu w stanie ofiarować ojciec i matka. Zimbardo, nie rozstrzygam świadomie czy nie, oskarża także współczesną kulturę rozwodową, powszechną akceptację nieodpowiedzialności, która sprawia, że tak ogromna rzesza dzieci wychowuje się dziś bez ojców. To właśnie te zjawiska niszczą męskość, ale także kobiecość, a co za tym idzie destruują społeczeństwo. A żeby je zastopować trzeba przywrócić jasny podział na męskie i żeńskie (gender precz), dumę z bycia mężczyzną i kobietą i wreszcie poczucie odpowiedzialności. Jednym słowem zacząć promować zdrowe, normalne, heteroseksualne i monogamiczne (to znaczy bez rozwodu) małżeństwo, zamiast rozmaitych układów patologicznych.

Tomasz P. Terlikowski