Poseł miał także mówić o programie telewizyjnym w którym występował wraz z posłem legitymującym się dokumentami na nazwisko Anna Grodzka (d. Krzysztof Bęgowski). - Gdy weszła do garderoby, czteroletnia córka złapała mnie przerażona za nogę: "Tato, a dlaczego ten pan jest w sukience?". Co miałem jej odpowiedzieć? Ja, jak byłem w jej wieku, to nawet w telewizji takich rzeczy nie widywałem - wspomina. Jak mówi, aby oszczędzić swoim dzieciom traum, wybrał dla nich przedszkole i szkołę, do których nie są przyjmowane dzieci rozwodników i samotnych rodziców.
I choć z częścią z tych wypowiedzi trudno polemizować (choćby o tym, że takich rzeczy kiedyś w telewizji nie było), to jednak Wipler podkreśla, że jego wypowiedzi zostały przez „Gazetę Wyborczą” zmanipulowane. Przedszkole dla swoich dzieci wybrał on bowiem z innych powodów, niż te podawane przez „GW”. - Skąd ten cytat? Bo na pewno nie ze mnie... Zreszta - tak postawiona teza jest łatwo obalalna – napisał na Twitterze. - To absurdalna i nieprawdziwa karykatura mojej wypowiedzi. Przedszkole i szkołę stow. "Sternik" wybrałem z innych powodów – uzupełniał i zapowiadał, że wrzuci całość swojej wypowiedzi do internetu.
Niezależnie jednak od tego, jak zmanipulowała jego wypowiedź „Gazeta Wyborcza” jedno nie ulega wątpliwości: rodzina wielodzietna się państwu opłaca, także dlatego, że skutecznie kształtuje postawy społeczne.
TPT/Wyborcza.pl/Twitter.com
