- Mieliśmy sprawę Notre Dame, wróciła kwestia aborcji i Amerykanie zostali zmuszeni do myślenia. Zagrożenie ze strony Korei Północnej sprawiło, że nastoje społeczne skierowały się w stronę konserwatywnych Republikanów, bo to oni w kwestii bezpieczeństwa i obrony narodowej są bardziej jednoznaczni – mówi portalowi Fronda.pl dziennikarka Eliza Sarnacka-Mahoney, autorka książek na temat Stanów Zjednoczonych.

Sondaż telefoniczny przeprowadzony przez ośrodek Gallupa wykazał, że tylu konserwatystów co teraz, Ameryka nie miała od 2004 roku. Wśród dorosłych Amerykanów 40 proc. nazwało się konserwatystami, 35 proc. "umiarkowanymi", a zaledwie 21 proc. liberałami.

Już w 2008 roku liberalizm zaczął tracić na popularności, niestety polityczne wybory Amerykanów nie pokryły się z ich konserwatywnymi deklaracjami. Od stycznia, czyli od objęcia prezydentury przez Baracka Obamę, do maja ilość liberałów znowu spadła – pokazuje sondaż. Skąd takie wahania nastrojów?

Zdaniem Elizy Sarnackiej-Mahoney to kwestia głównie pragmatyzm. - W USA zawsze było więcej konserwatystów niż liberałów, ale obecnie to, co proponują Demokraci w kwestiach ekonomicznych, jest dla amerykańskich obywateli atrakcyjniejsze. Amerykanie są wewnętrznie sprzeczni, część konserwatywnego elektoratu potrafi jednocześnie popierać życie i głosować na Obamę – mówi dziennikarka, od kilkunastu lat mieszkająca w USA.

Sondaż Gallupa podaje, że 31 proc. mówi o sobie "konserwatywni" a za "bardzo konserwatywnych" uważa się 9 proc. obywateli USA. Sondaż potwierdził, że Amerykanki są bardziej liberalne niż Amerykanie: 44 proc. mężczyzn to konserwatyści, kobiet jest 5 proc. mniej. Młodych konserwatystów jest prawie tyle samo co liberałów: 31 proc. osób pomiędzy 18 a 30 rokiem życia deklaruje się jako liberałowie, a konserwatystów jest zaledwie o 1 proc. mniej.

 

AJ/LifeSiteNews.com/Gallup.com

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »