Otwarta Biblia i długopisy to część ekspozycji o prowokacyjnym tytule "Stworzeni na podobieństwo Boże". Dlaczego już tytuł jest prowokacją? Bo ekspozycja w Galerii Sztuki Współczesnej (GOMA) to część wystawy zorganizowanej przez międzynarodową wspólnotę, określającą się jako oferująca "inkluzywne chrześcijańskie duszpasterstwo homoseksualistom, biseksualistom i transwestytom". Wystawa ma zatem "otworzyć" Biblię właśnie na te grupy.

Znak umieszczony nad otwartym Pismem Świętym głosi: “If you feel you have been excluded from the Bible, please write your way back into it" (Jeśli czujesz, że zostałeś wyłączony z Biblii, włącz się) i - zgodnie z zachętą - wszyscy, którzy mieli jakieś pretensje, wylali je na Biblię w mniej lub bardziej niecenzuralny sposób.

- Jestem kobietą, jestem "bi" i jestem z tego dumna. Nie chcę Boga, którego to rozczarowuje – napisała jakaś zdesperowana dziewczyna. Ktoś inny nie omieszkał dopisać w Księdze Rodzaju, że to, co się w niej znajduje to "seksistowskie bzdury".

Wystawa, na którą Szkocka Rada Kultury wyłożyła 7 tys. funtów, by zapewnić darmowe wejścia zwiedzającym, zakłopotała nieco nawet samych pomysłodawców. Tłumaczą oni, że nie mieli na celu profanacji, a raczej "otwarcie Biblii na dyskusję". Dodają, że z takimi rzeczami trzeba się liczyć, jeśli chce się z ludźmi podejmować trudne tematy.

Przedstawiciele Kościoła Szkocji jednoznacznie potępili wystawę, a rzecznik prasowy Kościoła katolickiego dodał, że zastanawia się, czy organizatorzy byliby równie skłonni wystawić w ten sposób Koran.

Przeciw wystawie protestują też organizacje chrześcijańskie. Andrea Minichiello Williams z Chrześcijańskiego Centrum Prawniczego protestuje przeciw określaniu tego mianem sztuki. - Doszliśmy do punktu, gdzie profanacja Biblii nazywana jest sztuką współczesną - mówi. - Tymczasem Biblia opowiada się za tym wszystkim, czym ta "sztuka" nie jest: za tworzeniem, pięknem, nadzieją i odrodzeniem – wyjaśnia.

 

AJ/Telegraph.co.uk

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »